Hoży doktorzy

Ostatnio wkręciłem się w oglądanie tego serialu. Lubię humor tego rodzaju, a do tego akcja nie jest łatwo przewidywalna. Kiedyś bardzo lubiłem "Nemocnice na kraji mesta", czyli Szpital na peryferiach. Ciekawy jestem, czy teraz bym go oglądał równie chętnie, co wtedy. Pewnie tak, bo czeskie filmy ciągle mnie bawią.

Moje zainteresowanie szpitalnymi komediami postanowiłem kiedyś wykorzystać do sesji zdjęciowej. Wymyśliłem sobie historyjkę o kawie, która ratuje życie i stawia na nogi. Niektórzy pewnie znają to co rano.

Maja załatwiła mi kontakt do prywatnej kliniki z salą operacyjną. Młody chirurg z kliniki miał nam pozować jako chirurg leczący kawą. Do momentu dnia sesji wszystko układało się dobrze. Problemy zaczęły się w dniu zdjęć.
Gdy przyjechaliśmy na miejsce, okazało się, że chirurg poprzedniego dnia złamał rękę. Z gipsem jakoś nie pasował do koncepcji. Na szczęście szybko znaleźliśmy zastępcę.
Rozłożyliśmy moje lampy, dwa razy spytałem się, czy mogę je podłączyć do instalacji na sali operacyjnej. Zrobiłem kilka błysków na próbę i wszystko padło. Instalacja nie wytrzymała, ups'y nie zadziałały.

Ordynator nie był raczej zadowolony, gdy dowiedział się, że moje lampy zepsuły instalację. Ale gdy opadły pierwsze emocje, stwierdził, że to w sumie dobrze, bo dzięki temu dowiedział się, że ups'y za kupę kasy nie działają. Zawsze to lepiej dowiedzieć się o tym w trakcie sesji, zamiast w trakcie operacji.

Dalej poszło już łatwiej. Tylko od dłuższego czasu nie mogę się zabrać za dokładną obróbkę zdjęć. Na razie więc zobaczcie wersje robocze.

Etykiety: ,