Telewizora nie mam w domu od bardzo dawna ale radio lubię słuchać. Najczęściej słucham Trójki, też ze względu na to, że nie ma tam, aż tak dużo reklam, jak w innych radiostacjach. Jednak przed świętami zacząłem obserwować u siebie pewien syndrom. Im bliżej było świąt, tym bardziej ów syndrom się nasilał. W końcu przybrał już najgorszy możliwy stan. Polegał on na tym, że w trakcie emisji jeden z reklam, najpierw zaczynałem się krzywić. Potem dodatkowo mówiłem sobie w myślach: co za shit! Następny etap polegał na tym, że wychodziłem z pokoju. I wreszcie na kilka dni przed świętami, gdy słyszałem charakterystyczny początek reklamy, to choćbym był na drugim końcu mieszkania, rzucałem się do pilota by jak najszybciej wyłączyć radio lub przełączyć stację. Wszystko, byle tylko nie słyszeć tego śpiewu kolejny raz. Mój poziom irytacji osiągnął wyżyny swoich możliwości. Najlepsze było w tym wszystkim to, że gdy zastanawiałem się, jakiej konkretnej sieci handlowej dotyczyła reklama, to nigdy ...