Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą do kawy

Kolejne #fotopiwo nadchodzi

Piątek 19 czerwca. Piwo. Ty i ja. I jeszcze paru innych kolesi. A może i koleżanek. Czyli znowu spotykamy się na #fotopiwie. Jak zwykle 19:15 ( ja wiem, że mam przyjść na 19:00, ale przecież się spóźnię ). Tym razem w 2b3 na Gliwickiej 9a ( w bramie, na przeciw Longmana ). To tyle ogłoszeń. I wracam do przygotowań do jutrzejszej sesji, o której będzie na pewno co przy piwie opowiadać. A może nawet będę mógł opowiedzieć o jeszcze czymś bardzo ciekawym :) Do zobaczenia, wpadnij i daj znać znajomym :)

O krok od tragedii czyli wtopa miesiąca

Zdjęcie tak samo od czapy, jak to co ja zrobiłem :) Zdjęcia robimy tylko i wyłącznie w formacie RAW. Tą mądrość powtarzam wszystkim od czasu gdy kupiłem moją pierwszą cyfrę czyli Canona 10D . Sam zawsze mam włączony ten format w aparacie i nigdy go nie ruszam, bo nie mam takiej potrzeby. Tym samym nigdy nie sprawdzam co mam ustawione, no bo w końcu po co? Już wiesz do czego zmierzam? Zgadza się. Zaliczyłem mega wtopę i zrobiłem zdjęcia w jpg. Na szczęście w ostatniej chwili się zorientowałem. Było tak. Pojechałem do Warszawy i przy okazji, postanowiłem oddać mojego 1Ds mk3 do serwisu na porządne czyszczenie matrycy. Chciałem to zrobić i sprawdzić przebieg, bo sprzedaję już moją Jedynkę. Zwykle robię to w serwisie w Chorzowie, ale tam dowiedziałem się już dawno, że nie są oni w stanie opróżnić zbiornika, w którym gromadzi się kurz. Jest to coś w rodzaju taśmy klejącej, do której przykleja się kurz, wzbudzony przez ultradźwiękowy mechanizm samoczyszczenia aparatu. Gdy z...

Porcelanowa noc

Byliście gdzieś na Nocy Muzeów? Ja wpadłem na chwilę do Fabryki Porcelany zrobić kilka zdjęć Tomkowi i jego ekipie, zbierającej kasę na Dom Aniołów Stróżów. No i już tam zostałem do końca. Pochodziłem sobie trochę po fabryce, popatrzyłem, powymyślałem kadry i jak tylko pogoda pozwoli to za parę dni sfotografuję tam Coś bardzo ładnego i Kogoś bardzo ładnego. A tymczasem, by odpocząć od fot reklamowych, zrobiłem parę zdjęć z zupełnie innej dla mnie bajki. Czasem fajnie się tak oderwać. Bo od poniedziałku wracam do reklamy. Jak dobrze, że ja to lubię :)

Canon 100/2,8 Macro z technologią czyszczenia 3D

Weekend minął, ja wytrzeźwiałem już po #fotopiwie, tradycyjnie zakończonym fotokebabem. Tak się nam dobrze rozmawiało, że nawet zapomniałem zrobić zdjęcie dokumentujące nasze spotkanie. Zdecydowanie nie jestem przyzwyczajony do robienia selfie :) Ale chcę dzisiaj podzielić się pewną ciekawostką. Znajoma prosiła mnie o pomoc przy wyborze obiektywu macro. Poleciłem Canona 100/2,8 Macro, jako najlepszy pod kątem jej potrzeb. Od razu też sprawdziłem jaka jest aktualnie cena i przejrzałem kilka sklepów szukając czy czasem nie ma gdzieś rat 0%. W jednym ze sklepów, zamiast rat znalazłem bardzo osobliwy opis. Zacząłem go czytać i dłuższą chwilę trwało, nim dotarł do mnie jego sens. Potem jeszcze dłuższą chwilę trwało nim opanowałem śmiech. Zresztą sami przeczytajcie jakie korzyści wynikają z użycia tego obiektywu.

Na budowie fajnie jest

Człowiek uczy się przez całe życie, analizuje oświetlenie na zdjęciach mistrzów, godzinami przegląda tysiące zdjęć konkurencji, spędza godziny na rozmowach o fotografii, a potem gdy trzeba, to spędza sobotę malując mieszkanie i to nie swoje. Tak to jest gdy przyjaciel jest w potrzebie. Wykorzystałem więc dzisiaj w praktyce moje umiejętności w Photoshopie. Najpierw wybrałem kolor farby, potem nadrzędzie czyli pędzel, a właściwie wałek. Stworzyłem sobie nową warstwę, zrobiłem jeszcze zaznaczenie krawędzi za pomocą taśmy malarskiej, wymaskowałem podłogę folią  i pomalowałem ścianę na biało. Potem wybrałem pieczątkę i poprawiałem miejsca gdzie zostały jakieś brudy. I wreszcie wybrałem gumkę, by skasować plamy z farby na podłodze, tak gdzie maskę zrobiłem niedokładnie. Na końcu wcisnąłem ctrl+C, zaznaczyłem drugą ścianę i wcisnąłem ctrl+v i już miałem pomalowaną drugą ścianę. I wiecie co? Jednak w Photoshopie maluje się szybciej niż w realu. A może miałem starą wersję tego ostatnie...

Parapet wysokich lotów

Koniec roku, to oczywiście masa najróżniejszych podsumowań. Ja przez przypadek podsumuję nawet dziesięć ostatnich lat. Bo przez przypadek wpadły mi w ręce moje szkice reklam, jakie wykonałem dla jakiegoś tajemniczego już dla mnie klienta. Po prostu nie pamiętam już kto to był. Wiem, że w sumie moim klientem nie został. I teraz się temu nie dziwię :) Nie wiem czy powinienem pokazywać te rzeczy ale doszedłem do wniosku, że przyda się wam w poniedziałek rano spora dawka śmiechu. Najśmieszniejsze jest dla mnie, że wtedy, te dziesięć lat temu, podchodziłem do tych projektów bardzo poważnie i sądziłem, że są dość dobre by pokazać je klientowi. Pamiętam, że były to moje pierwsze kroki w PS i to widać :) Jako copywriter również :) Wprawdzie moje szkice nie miały być finalnym projektem, a jedynie nakreśleniem samej idei, to i tak pękam dzisiaj ze śmiechu, gdy to oglądam.

Miło, że nie jestem sam

Telewizora nie mam w domu od bardzo dawna ale radio lubię słuchać. Najczęściej słucham Trójki, też ze względu na to, że nie ma tam, aż tak dużo reklam, jak w innych radiostacjach. Jednak przed świętami zacząłem obserwować u siebie pewien syndrom. Im bliżej było świąt, tym bardziej ów syndrom się nasilał. W końcu przybrał już najgorszy możliwy stan. Polegał on na tym, że w trakcie emisji jeden z reklam, najpierw zaczynałem się krzywić. Potem dodatkowo mówiłem sobie w myślach: co za shit! Następny etap polegał na tym, że wychodziłem z pokoju. I wreszcie na kilka dni przed świętami, gdy słyszałem charakterystyczny początek reklamy, to choćbym był na drugim końcu mieszkania, rzucałem się do pilota by jak najszybciej wyłączyć radio lub przełączyć stację. Wszystko, byle tylko nie słyszeć tego śpiewu kolejny raz. Mój poziom irytacji osiągnął wyżyny swoich możliwości. Najlepsze było w tym wszystkim to, że gdy zastanawiałem się, jakiej konkretnej sieci handlowej dotyczyła reklama, to nigdy ...

Carl Lagerfeld znowu fotografuje czyli celebryta może wszystko

Wiecie jak głęboko cenię fotografie tego znakomitego skądinąd projektanta mody. I przy projektowaniu mody powinien zostać. Gdy zobaczyłem dzisiaj najnowszy kalendarz Opla Corsy, zrobiony przez mojego idola, to mnie zamurowało. A moja kotka Lea gdy się przyjrzała zdjęciom, zaatakowała drzwi wejściowe majstrując przy zamku i zaczęła rozpaczliwie miauczeć, że chce wyjść. Sądzę, że chciała biec do Niemiec, by powiedzieć Choupette co o tym myśli.  fot. Opel Poznajcie więc Choupette, uroczą kotkę, którą Carl wykorzystał w kalendarzu Opla Corsy jako główną modelkę. Dlaczego? Wyjaśnienie możemy przeczytać na stronie Opla:   Karl Lagerfeld zaproponował nowe podejście do tego tematu” – powiedziała Tina Müller, dyrektor Opla ds. marketingu. Müller towarzyszyła Lagerfeldowi w czasie sesji i jest zachwycona projektem. „Piąta generacja Corsy właśnie miała swoją premierę. Przez 32 lata samochód fotografowano w towarzystwie wielu supermodelek. Był tylko jeden sposób, aby przebić ta...

O tym jak to Kamila nauczyła się pić kawę

Kto mnie zna, wie, że bez kawy nie da się fotografować i w ogóle żyć. No, a gdzie jak nie we Włoszech znają się na kawie rewelacyjnie. Raz zatrzymaliśmy się na malutkiej stacji benzynowej, choć raczej powinna nazywać się stacją kawową. Do środka ledwie dało się wejść, cztery osoby robiły już tłok, bo najwięcej miejsca zajmował gigantyczny ekspres do kawy, jakiego nie powstydziłaby się najlepsza kawiarnia w stolicy dowolnego państwa. Kierowcy zatrzymywali się na stacji, pili wyśmienite espresso i jechali dalej. Niektórzy nawet przy okazji tankowali ale podejrzewam, że to była tylko poboczna działalność tej stacji. Na naszym wyjeździe do Toskanii Kamila postanowiła nauczyć się pić kawę. Słusznie stwierdziła, że to najlepsza okazja. Codziennie zaczynaliśmy dzień od parzenia kawy w tradycyjnej włoskiej kawiarce. Tego zaszczytu przygotowywania kawy, doświadczałem zawsze ja. Na początku Kamila piła ją bez entuzjazmu ale po dwóch dniach doceniła już smak. Od tego momentu piła kawę z wielką...

Mam BMW i co

Gdy zaglądam czasem do statystyk mojego bloga, sprawdzam też jakie jakie słowa kluczowe i frazy prowadzą tutaj. Pierwszą frazę zapisałem dokładnie rok temu bo strasznie mnie ubawiła. Od tego czasu zapisuję sobie te najlepsze i przy wielu z nich nie mogę wyjść ze zdziwienia co sprawiło, że w wynikach wyświetlił się jeden z moich wpisów. Poczytajcie zresztą sami :)

Zmiany w moim życiu

Od miesiąca moje życie wygląda inaczej. Ciągle za nią chodzę po domu i patrzę czy czegoś nie przewróci albo czy nie zrobi czegoś sobie. Kupuję jakieś nowe jedzenie i zastanawiam się, co by chciała zjeść by jej smakowało i by wreszcie przestała marudzić. Sprawdzam kupkę czy aby nie za rzadka. Sprzątam jak zwymiotuje. Pilnuje szafek by tam nie zaglądała. Chodzę do lekarzy, bo płacze i myślę, że coś ją boli. Pilnuje by nie dewastowała moich kwiatków. Dbam by było jej ciepło i organizuję zabawy. I lubię jak siedzi mi na kolanach i mruczy. Moja kotka Księżniczka Lea :)

Miś na klacie czyli miś na miarę naszych możliwości

O tej sesji rozmawialiśmy już od dawna i bardzo się na nią cieszyłem. Czterech Panów z kabaretu wystąpiło na zdjęciach półnago, ubrani tylko w niezwykłe rysunki. Jestem ciekawy czy rozpoznacie kogo dzisiaj fotografowałem? Sesja trwała cały dzień i uwierzcie mi, że nie dało się tego zrobić szybciej. Maja i Alicja uwijały się we dwie przez cały ten czas by zamalować męskie klaty. Ja miałem wtedy trochę wolnego czasu i nawet udało mi się zdrzemnąć w trakcie sesji. No to zgadujcie :)

Jak mam na imię? Pyta mnie kotka.

Odkąd po Sesji została tylko pusta miseczka, wiedziałem, że któregoś dnia pojawi się jeszcze w domu kot. Był nawet jeden rudy kandydat, który przychodził się do mnie najeść, ale nie przypadliśmy sobie do gustu. Oglądałem wiele razy kociaki w schronisku i pomyślałem, że właśnie tam znajdę mojego kolejnego kota. Albo kotkę, na co się bardziej nastawiałem. Ciągle jednak gdzieś mnie nosiło w tym roku, a nie chciałem zabrać do domu kotka i zostawiać go samego na dłużej. Wreszcie w ubiegłym tygodniu wybrałem się do schroniska. Marta miała mi pomóc wybrać taką kotkę, z którą złapię od razu kontakt. I tak w domu pojawiła się miodowa piękność. Chwilę posiedziała w przedpokoju, obeszła całe mieszkanie i schowała się za zasłoną. Ale już po chwili siedziała mi na kolanach i mruczała. Straszna z niej gaduła, ciągle coś gada i gada, a repertuar miauków i mruków ma olbrzymi. Podobnie jak ilość zbędnej sierści, którą zostawia głównie na moim ubraniu.  Jest wybredna jeśli chodzi ...

Chcesz być alternatywny, słuchaj disco polo czyli przemyślenia po OFFie

Gdy byłem jeszcze w szkole średniej, nosiłem kurtkę z wymalowanymi na niej nazwami reggae'owych kapel i miałem mocno postawione włosy, coś w rodzaju pomiędzy dredami, a punkowym czubem. Czułem się wtedy bardzo alternatywnie. Ludzie pokazywali mnie palcami na ulicy i głośno komentowali mój dziwny wygląd. Ale gdy minął rok, coraz więcej moich znajomych słuchało muzyki alternatywnej, a mój wygląd już nikogo nie szokował. Już wtedy przepowiedziałem, że nadejdą czasy, gdy disco będzie alternatywą, bo to co na początku było muzyką alternatywną, stanie się częścią głównego nurtu. To wszystko przypomniałem sobie będą na tegorocznym OFFie. Gdy w jednym miejscu pojawia się kilka tysięcy fanów muzyki alternatywnej, wszystko zaczyna wyglądać… normalnie. Nikt nie jest w stanie zaszokować, zdziwić, nawet zainteresować swoim wyglądem jest trudno. Wszyscy wyglądają podobnie "alternatywnie" czyli właściwie całkiem normalnie.  Właściwie najbardziej przykuwało moją uwagę, jeśli ktoś miał ...

Sesja na ruterze

Wprawdzie wreszcie możemy zapomnieć o chłodnych dniach, ale są tacy co ciągle marzną. Albo nawet jak jest ciepło, to i tak uwielbiają się wygrzewać. Sesja ostatnio opanowała mój ruter. Jest jej najlepszym przyjacielem gdy tylko na chwilę zajdzie słońce. Oczywiście spędza też z nim wszystkie noce choć ciężko jest się zwykle zdecydować : głowa czy pupa? Co ma się grzać? Chyba muszę poszukać dla Sesji nowego rutera, takiego duuużego :)

Jadę do Bydgoszczy

Podróże są fajne, nawet jeśli nie jedzie się bardzo daleko. Tym razem zostałem zaproszony do Bydgoszczy przez Farbiarnię  by opowiedzieć o moim blogowaniu. Dlaczego akurat tam? Dwa lata temu opowiadałem o tym samym na Festiwalu Fotografii w Łodzi i tam właśnie poznałem się z  Kasią Gębarowską, właścicielką Farbiarni. Pamiętam jak na tamtych warsztatach podkreślałem, jak istotne jest by bloga pisać regularnie.... Nie będę teraz tego komentował :) Z Bydgoszczy, oprócz kilku miłych wspomnień mam też dwa wspomnienia ściśle motoryzacyjne. Po pierwsze tam dowiedziałem się jak bardzo drogie jest koło dwumasowe. Po drugie dowiedziałem się ile kosztują usługi w warsztatach samochodowych. Wracając z sesji do hotelu, wjechałem w gigantyczną dziurę na drodze i wykrzywiłem sobie felgę. Na szczęście niedaleko był jeszcze czynny warsztat wulkanizacyjny. Powiedziałem szefowi co mi się stało, na co on krzyknął : Henio, zrób panu tą felgę! Pan Henio podszedł do mojego samochodu uzbrojony w ...

Dzień z życia kota

Ostatnie dni nie mam nawet czasem kiedy się napić kawy i z zazdrością patrzę na to jak Sesja spędza swój dzień. Aby  Wam to dokładnie uzmysłowić, opiszę jak wygląda jej typowy dzień. Sesja w swoim ulubionym koszyku 7:00 - Porządny kot śpi o takiej godzinie 8:00 - Może warto wstać? Nie warto,  śpię dalej 9:00 - Warto wstać bo pojawiło się śniadanie 9:30 - Spacerek? Chcę wyjść na dwór 9:31 - Nie, za zimno, chcę do domu 9:35 - Jednak chcę na dwór 10:00 - Wracam do domu, ciekawe czy w misce jest coś nowego 10:30 - Pora na drzemkę pod kominkiem 11:00 - Teraz drzemka na parapecie 12:00 - Nie, jednak przy kominku lepiej się śpi 13:00 - Bardzo dobrze się śpi przy kominku 14:00 - Coś bym zjadła 14:20 - Myjemy łapki i idziemy spać 15:00 - Kto odpowiada za dokładanie drewna do kominka? Zimno mi, idę na kaloryfer 16:00 - Po zastanowieniu, okazuje się, że w koszu przy kominku lepiej się śpi 17:00 - Za gorąco, trzeba się ochłodzić na podłodze 17:15 - Zmarzłam, wr...

Jestem doktorem

Jak trzeba, to się człowiek uczy różnych rzeczy, czy chce, czy nie. Ja musiałem się nauczyć robić zastrzyki. Nigdy dotąd nie przejawiałem zdolności w kierunku medycyny, bądźmy szczerzy, lekarz to ostatni zawód do jakiego się nadaję. Już chyba bardziej bym się spełniał jako twórca instrukcji obsługi gaśnic pianowych :) Ale skoro trzeba... Sesja wymagała interwencji lekarza. Od jakiegoś czasu już była już trochę chora. Dla niewtajemniczonych Sesja to moja kotka :) Zapakowałem więc w sobotę kota do koszyka i pojechałem do weterynarza. W samochodzie trochę porozmawialiśmy nawet. Miauuu - mówi Sesja, Zaraz dojedziemy - mówię ja, Miau - mówi Sesja, Już zaraz - mówię ja, Miauuuu... i tak przez całą drogę. U lekarza, gdzie kot bez protestu poddał się badaniom, okazało się, że niezbędne są zastrzyki z antybiotykiem. Problem polegał jedynie na tym, że w niedzielę będę musiał zrobić to sam, bo klinika jest nieczynna. Bez mrugnięcia okiem, powiedziałem, że nie ma najmniejszego problemu. Zrobi...

Polityka kreatywna Google

Spojrzałem dzisiaj na statystyki mojego bloga i zgłupiałem.... Jak bym długi się nie przyglądał i ile bym nie liczył to wyszło mi, że to już piąty rok idzie jak piszę bloga. Matematyka nigdy nie była moją mocną stroną, więc pomyślałem, że może do tej pory źle liczyłem... Pamięć już też nie ta co kiedyś... To może źle pamiętam. Ale piąty rok? Zajrzałem do archiwum bloga. A jednak dobrze pamiętam. Blog zacząłem prowadzić w sierpniu 2010! Google natomiast twierdzi, że w 2008!? O co chodzi chciałbym wiedzieć. Niby drobiazg. Mała pomyłka o dwa lata. Ale moment. Ile jeszcze takich pomyłek jest w danych Google? Czy rzeczywiście miałem 246.000 odsłon? A może na prawdę było ich tylko 10.000? A może 784.732?  Przyzwyczaiłem się wierzyć w dane Wujka Google jak w najświętszą prawdę. I oto nagle mam dowód, że to wszystko może nie być warte złamanego grosza.  Nie jestem zwolennikiem spiskowych teorii, ale tam gdzie jest mały błąd, może być i bardzo duży błąd. Lub manipulacja....