Przejdź do głównej zawartości

Kupuję damską nogę

To, co uwielbiam w moim zawodzie, to abstrakcyjne sytuacje, które inaczej by się nie zdarzyły...
Trochę przy okazji, mój stały klient poprosił mnie, bym zrobił zdjęcia na potrzeby złożenia wniosku patentowego. Razem z zespołem inżynierów wymyślił bowiem jakąś kosmiczną skarpetkę naszpikowaną nowymi technologiami i musiałem zrobić serię zdjęć, ilustrujących jej działanie. Wiem, gdy piszę  "działanie skarpetki" to brzmi to trochę dziwnie, ale nie mogę oczywiście ujawnić teraz szczegółów technologii :)

Potrzebowałem do tego tylko jedną rzecz: damską nogę. W sumie nie jest to nic bardzo trudnego do zdobycia.  W Polsce żyje chyba z 20 milionów kobiet i każda z nich ma dwie nogi nawet. Ja jednak potrzebowałem nogę, która nie będzie się ruszać i która będzie do dyspozycji o każdej porze. Innymi słowy, potrzebowałem nogę manekina.

Idąc dzisiaj na obiad, wybrałem się do sklepu, gdzie mają same pupy, szyje, ręce, biusty, no i nogi. Wybrałem sobie jedną, która mi się spodobała, pan wsadził ją do przezroczystej reklamówki i wyszedłem na ulicę.
Dopiero po chwili zorientowałem się, że ludzie patrzą na mnie z lekkim rozbawieniem... No tak, wyobraziłem sobie, jak wyglądam i zacząłem żałować, że nie mogę zrobić zdjęcia samemu sobie :)
Poczułem się, jak w filmie Bareji  :)

Po drodze najpierw wszedłem do jakiegoś sklepu, gdzie płacąc, musiałem mieć obie ręce wolne. Położyłem więc nogę na ladzie, co wzbudziło spory śmiech ekspedientki. Proszę, jak łatwo wywołać uśmiech, zacząłem lubić tę nogę...
Gdy wszedłem do knajpy, powitał mnie komentarz: Ale noga!!!

Podjąłem decyzję... od jutra będę wszędzie chodził z moją nową nogą. Będąc posiadaczem dobrej nogi, znacznie łatwiej mogę  nawiązywać znajomości :)

Komentarze

igi pisze…
Czasami się takie sprawki zdarzają i jest to bardzo miłe, jeśli społeczeństwo warszawskie potrafi chociaż przez chwilę stanąć i się uśmiechnąć.

Co jakiś czas zdarza mi się wozić głupie rzeczy transportem miejskim, ostatnim hitem był w opór kiczowaty krasnal ogrodowy, siedzący obok mnie w metrze i autobusach ;)
Artur Nyk pisze…
Ciekawe ilu osobom przypomniał się film Amelia :)
gumiber pisze…
gdybyś codziennie chodził z tą samą nogą w te same miejsca uśmiech zacząłby znikać, ale zaczęłyby pojawiać się pytania ;)
Mari-eta pisze…
Wpis wywołał wielki uśmiech :D i przywołał wspomnienie wielkiego misia siedzącego w samochodzie na przednim siedzeniu, zapiętego w pasy bezpieczeństwa..he :o)

Popularne posty z tego bloga

Zacznijmy od Volvo czyli wreszcie koniec

Już dawno nie miałem tak intensywnego okresu w pracy jak te ostatnie kilka miesięcy. Patrząc co się działo na blogu to,  mogło to wyglądać jakbym nic nie robił, a w rzeczywistości było zupełnie inaczej. Jeździłem po Polsce, zrobiłem 2,083 kalendarza, prowadziłem warsztaty, sam wziąłem udział w jednych, przekonałem się, że z Włochami pracuje się jednak bardzo dobrze, wsparłem na Kickstarterze projekt budowy podobno najlepszego na świecie filtra polaryzacyjnego, zepsułem kartę graficzną, przeszedłem z Aperture na Capture One, nakręciłem mój pierwszy film poklatkowy, przekonałem się, że Retina to nie zawsze dobra rzecz, wpadłem na jeden rewelacyjny pomysł, fotografowałem w strefach zagrożenia wybuchem, wykładałem na uniwersytecie, zrobiłem moją stronę ( no, prawie.. ), bylem na Nocy Reklamożerców,  kupiłem kilka nowych zabawek i co najważniejsze, zdążyłem kupić bilety na pierwszy pokaz Gwiezdnych Wojen. O wszystkim tym, albo prawie o wszystkim będę niedługo pisał, bo zamier...

Asystent

Kiedyś przez wiele lat pracowałem sam  i nawet nie w głowie mi było, by komuś pozwolić podejrzeć, jak robię zdjęcia. Zawsze zdawało mi się, że jeśli ktoś zobaczy, jakie stosuję triki i metody, to zdobędzie wielką tajemnicę, która pozwoli mu na przejęcie klienta. Potem zrozumiałem, że to tak nie działa. Pierwszych dwóch asystentów wybrałem intuicyjnie, następnych już bardzo świadomie, bo dokładnie wiedziałem już, czym się kierować. Po pierwsze, przyszły asystent musi chcieć nim być. Przez moje studio przewinęło się w ciągu ostatnich 10 lat około 30-40 osób, sporo z nich przychodziło z Technikum Fotograficznego na miesięczne praktyki. Już pierwszego dnia było widać, czy chcą się czegoś nauczyć, czy tylko zaliczyć. Jeśli nie byli zainteresowani tym, co działo się w studio, to od razu proponowałem im, by przyszli tylko po podpis w dzienniku praktyk i nie zawracali mi głowy. Bardzo jestem ciekawy, czy dzisiaj pracują w zawodzie. Po drugie, asystent musi rozumieć, po co jest asy...

Cudowny kalendarz

Właśnie dotarł do mnie kalendarz z moimi fotografiami, który pięknie wydało  Centrum Usług Drukarskich , czyli CUD. Jest 12-stronicowy i ma  niezwykły format 17x100 cm. Własny kalendarz zawsze cieszy :) Projekt zrobił Bronek Józefiok, z którym współpracuję od dawna. Jego autorstwa jest też logo Fotografii Pro. Kalendarz jest oczywiście po to, by wisieć u kogoś na ścianie. Przygotowuję teraz listę moich współpracowników i klientów, którzy go dostaną. Ale uda mi się też wygospodarować 5 egzemplarzy, które będę mógł rozdać moim Czytelnikom. Jeżeli więc macie na niego ochotę, zostawcie komentarz do tego postu. Jeśli więcej osób będzie chciało go mieć, odbędzie się losowanie. Oczywiście w obecności Komisji Pilnującej By Było Jak Trzeba :)