Przejdź do głównej zawartości

PMF - dzień 3 czyli na OFF-ie dzień 1

Mimo, że miałem wczoraj niezbyt dużo czasu, bo rozpoczął się właśnie OFF Festival i trzeba było trochę poimprezować, to zgodnie z moim postanowieniem obrobiłem jedno zdjęcie.

Padło tym razem na sesję również sprzed chyba trzech lat, którą robiłem do portfolio. Wyszło z tego kilka całkiem fajnych portretów, ale zupełnie nie mogłem się zdecydować w jaki sposób je obrobić. Siedzieliśmy z Gosią nad tym zdjęciami i produkowaliśmy najróżniejsze wersje kolorystyczne, a jednak do niczego nie mogliśmy się całkowicie przekonać. Największa trudność wynikała z ciemnej karnacji Martyny. Biała skóra jest łatwa do oświetlenia, można ją zawsze zrobić jeszcze jaśniejszą i będzie wtedy dobrze wyglądać. Natomiast taka ciemna karnacja zawsze powoduje problemy. Jeżeli zaświecimy trochę za mocno, skóra robi się prawie jak biała, jeśli za słabo, to zdjęcie jest za ciemne, a skóra wpada w dziwny odcień.

Wczoraj powiedziałem sobie - Basta, muszę to w końcu wymyślić :)
Zrobiłem tak : zdesaturowałem kolor tak do około 70%, zmniejszyłem kontrast o - 40%, dodałem samą  czerń na +40 ( black point ), a następnie odzyskałem szczegóły w cieniach +70 ( shadows ) i jeszcze minimalnie skorygowałem na krzywych by znowu wzmocnić czernie. Brzmi to całkiem chaotycznie, ale dało właśnie taki efekt :)
Teraz jestem zadowolony bo na Martyna zdecydowanie wreszcie wygląda na Mulatkę :)


Ekipa :

modelka : Martinezz
wizaż i fryzury: Maja Ogiegło


A z racji tradycji opisywania OFF Festivalu, parę słów na ten temat. Po pierwsze jak jest OFF to musi padać, to też już tradycja. Po drugie jedyne co mnie zaskoczyło to osobne kupony na piwo lane, osobne na butelkowe i osobne na jedzenie. Kiedyś były jedne kupony i było dobrze, teraz z jakiegoś kretyńskiego powodu muszę od razu przewidzieć ile i jakie piwo będę chciał pić, albo inaczej będę co chwilę biegał po nowe kupony.
Poza tym, mam wrażenie, że tak jak rok temu wyszedłem po ostatnim dniu, to teraz wracam i wszystko jest po staremu. No, może jest więcej parasoli i miejsc do siedzenia. 
W tym roku nie ma żadnej kapeli, na którą czekam od dawno. Chętnie zobaczę Iggy'iego, ale poza nim nic właściwie nie kojarzę.
Wybieraliśmy więc kapele w zależności od tego czy padał deszcz i czy chciało nam się wstawać z wygodnych leżaków. 
Na Nosowskiej wpadłem w depresję po trzecim czy czwartym kawałku (czyli nic się nie zmieniło od dwóch lat ), uciekłem więc do namiotu Trójki na Chromatics. Całkiem fajne, bez rewelacji. Potem zahaczyłem o końcówkę Death in Vegas  i to było już coś. Dobre, transowe granie, zwłaszcza ostatni kawałek. I na koniec naprawdę świetny koncert Charlesa Bradley'a. Nie spodziewałem się usłyszeć na OFF-ie klimatów prawie jak z Blues Brothers. I tu znowu końcówka koncertu była rewelacyjna, a sam Charles wzruszył się mocno przyjęciem przez publiczność i wyszedł ściskać się z fanami. Miałem wrażenie, że zaraz z jego włosów afro nic nie zostanie, bo wszyscy głaskali go po głowie :)
Gwiazda wieczoru kompletnie mnie nie ruszyła i zamiast na koncert poszliśmy na burgery...

Na koniec przez przypadek byłem świadkiem rozmowy dwóch panów w ochrony :

- A tam co jest?
- Tam? Główne wejście
- Aaa, to jest główne wejście..
- No, chodźmy, może będzie tam jakaś mapa....


I jeszcze jedna obserwacja. Koszulek z napisem Star Wars, było więcej niż z napisem OFF Festival :)


Komentarze

gumiber pisze…
bardzo ciekawe nazwisko modelki ;P Martyna Siwekwizaż
Artur Nyk pisze…
Poprawiłem :)
Dzięki :)
gumiber pisze…
na pewno byłeś zmęczony po OFFie ;)

Popularne posty z tego bloga

Zacznijmy od Volvo czyli wreszcie koniec

Już dawno nie miałem tak intensywnego okresu w pracy jak te ostatnie kilka miesięcy. Patrząc co się działo na blogu to,  mogło to wyglądać jakbym nic nie robił, a w rzeczywistości było zupełnie inaczej. Jeździłem po Polsce, zrobiłem 2,083 kalendarza, prowadziłem warsztaty, sam wziąłem udział w jednych, przekonałem się, że z Włochami pracuje się jednak bardzo dobrze, wsparłem na Kickstarterze projekt budowy podobno najlepszego na świecie filtra polaryzacyjnego, zepsułem kartę graficzną, przeszedłem z Aperture na Capture One, nakręciłem mój pierwszy film poklatkowy, przekonałem się, że Retina to nie zawsze dobra rzecz, wpadłem na jeden rewelacyjny pomysł, fotografowałem w strefach zagrożenia wybuchem, wykładałem na uniwersytecie, zrobiłem moją stronę ( no, prawie.. ), bylem na Nocy Reklamożerców,  kupiłem kilka nowych zabawek i co najważniejsze, zdążyłem kupić bilety na pierwszy pokaz Gwiezdnych Wojen. O wszystkim tym, albo prawie o wszystkim będę niedługo pisał, bo zamier...

Kalendarz Ascomp 2016

Lubię wyzwania. Gdy dowiedziałem się, że klientowi zależy, by zdjęcia do nowego kalendarza zrobić w tym samym miejscu co ostatnio, pomyślałem sobie, że lekko nie będzie. Już za pierwszym razem, sesja tam bardzo trudna, a teraz na dodatek musiałem podnieść sobie poprzeczkę, bo nowy kalendarz nie mógł być podobny do poprzedniego. Miejscem tym bowiem, znowu miała być serwerownia. Nie wiem ilu z was miało okazję zwiedzić serwerownie, ale zakładam, że raczej nie jest to powszechne doświadczenie. Tym, którzy nie mieli tego szczęścia, by zobaczyć serwerowni od środka, postaram się trochę przybliżyć warunki w jakich pracowaliśmy. Wyobraźcie sobie budynek strzeżony jak twierdza. Wysokie płoty, strażnicy, alarmy, wszystkie drzwi z zamkami, śluzy, setki kamer itd. Pomieszczenia z serwerami mają tylko wąskie korytarze pomiędzy szafami. Gdy czasem zdarzyło się, że były to korytarze o szerokości dwóch metrów, to miałem powód do świętowania. W korytarzach na zmianę wieje, albo bardzo zimne, albo...

Widziałem "Gwiezdne Wojny - Przebudzenie mocy" czyli recenzja na gorąco bez spojlera

Nazywam się Artur Nyk i jestem fanem Gwiezdnych Wojen. Dziesięć minut temu wróciłem do domu i wiem, że teraz nie zasnę, więc lepiej opiszę moje wrażenia. Pamiętam moje pierwsze spotkanie z Gwiezdnymi Wojnami. Rok 1979, kwiecień lub maj. Dostać bilety na film to był wielki wyczyn. W końcu mojemu ojcu udało się to dniu, gdy Polacy grali jakiś ważny mecz. Wrażenie było kolosalne. Wtedy ten film wyprzedzał wszystko inne o lata świetlne. A ja na dodatek widziałem go, na chyba największym ekranie w Polsce, w kinie w katowickim Spodku. Wyobraźcie sobie salę kinową na 4500 osób !!!! A na gigantycznym ekranie (29x15 m ) widzicie przelatujący niszczyciel Imperium. To było coś! Choć ja najbardziej zapamiętałem scenę, gdy Lea, Luke, Chewie i Han Solo próbują się wydostać ze zgniatarki śmieci. Zapamiętałem tą scenę może dlatego, że akurat wtedy wróciłem z …wc. I dzisiaj znowu poczułem się jak wtedy. Jakbym miał znów 10 lat. Widzę żółte napisy przesuwające się na rozgwieżdżonym tle. I zno...