Przejdź do głównej zawartości

Alfa na pocieszenie czyli o kalendarzu, którego nie zrobiłem

Od połowy września żyłem kalendarzem, który miałem zrobić. Temat był dla mnie arcyciekawy. Kalendarz z samochodami i kobietami. Na dodatek chodziło o samochody przez duże S. Wprawdzie zamawiającym  nie był przedstawiciel na Polskę, a tylko dealer, ale wiedziałem, że mam szansę zrobić coś naprawdę fajnego.

Wymyśliłem sobie koncepcję w stylu "no limit", wszystko co tylko uważałem za fajne i możliwe do zrobienia. A ograniczeń było mnóstwo. Przede wszystkim czas, pogoda była coraz gorsza i nieprzewidywalna, a ja zakładałem pracę w plenerze. Malutkim też ograniczeniem były koszty.... Potrzebowałem dużą ekipę, świetne modelki, stylizację, konkretną architekturę, płytę lotniska i... konia.
Ale szybko znalazłem rozwiązanie. Mam jednak dużą siłę przekonywania, więc przekonałem wszystkich, że warto to zrobić po kosztach :) Opowiedziałem o swojej koncepcji i wszyscy się zapalili do tego projektu.
Klienta uświadomiłem, że temat jest dla mnie tak interesujący, że chcę zrobić coś zdecydowanie lepszego niż pozwala na to ich budżet. Sądziłem, że to sprawi, że nasza współpraca będzie jeszcze lepsza. I tu się myliłem.... I to bardzo.

Na początku było jak zawsze. Pierwsze rozmowy, umawianie się na spotkanie, czekanie na spotkanie. Takie tam normalne rzeczy. Na tym upłynęły pierwsze trzy tygodnie. Potem rozpoczął się właściwy proces decyzyjny czyli czekanie, aż odpowiedni dyrektor znajdzie czas by pomyśleć o kalendarzu. Tak minęły kolejne dwa tygodnie. Wreszcie dostałem telefon, że wszystko się bardzo podoba i kiedy będą gotowe zdjęcia? Standard... najpierw długie tygodnie na podjęcie decyzji, a potem zdziwienie, że jeszcze nic nie jest gotowe.

Ruszyłem więc z przygotowaniami pełną parą, wiedząc, że każdy dzień jest na wagę złota, bo pogoda jest coraz gorsza. Kwestię podpisania umowy zrzuciłem na drugi plan, bo przecież miałem mnóstwo rzeczy do ogarnięcia. I to był kolejny błąd.



Wreszcie gdy doszło do ustalenia treści umowy i ostatecznego budżetu, zderzyłem się ze ścianą po raz pierwszy.
Miła pani, z która korespondowałem przesłała mi mail od dyrektora jaki otrzymała w mojej sprawie. Dowiedziałem się z niego, że koszty są oczywiście dużo za duże... Dyrektor zresztą od razu znalazł rozwiązanie jak je obniżyć. Zaproponował ( w zasadzie nakazał ) by zamiast trzech modelek były tylko dwie, co przecież spowoduje oszczędności nie tylko na samych modelkach, ale też na wizażu, fryzjerze i stylizacji.  Nieważne, że te dwie dziewczyny będą musiały wykonać też pracę tej trzeciej, wizażystka będzie musiała zrobić tyle samo makijaży, fryzjer fryzur, a stylistka stylizacji.
Fotografowi zaproponował by zszedł z tonu czyli bym obniżył swoje wysokie wynagrodzenie. Zamiast płacić za wynajem lokalizacji, mogliśmy przecież wykorzystać ładne darmowe miejsca. Najbardziej natomiast spodobało mi się jego podejście do kateringu.  Był wielce zdziwiony, że w budżecie znalazła się taka pozycja. Całe 800 zł na trzy dni od rana do nocy i dziewięć osób każdego dnia. Jego zdziwienie  nie miało granic : "przecież modelki żywią się tylko światłem, a reszcie ekipy polecam McDonalds'a".

Ten jeden mail spowodował u mnie chęć rzucenia całym projektem w cholerę. Pogadałem z wszystkimi  ludźmi z ekipy i ustaliliśmy, że za daleko już zaszliśmy by teraz rezygnować. Każdemu zależało by zrobić ten kalendarz i to na pewno nie ze względów finansowych. Postanowiliśmy więc zacisnąć zęby i zgodzić się na zmniejszenie budżetu.

W międzyczasie spadł pierwszy śnieg co sprawiło, że nagle stałem się ekspertem od prognoz pogody. Sprawdzałem je po kilka razy dziennie i analizowałem na ile można im wierzyć. Udało mi się znaleźć wreszcie dzień, gdzie dobra pogoda miała być na milion procent i ustaliliśmy pierwszy dzień zdjęciowy na sobotę 3 listopada. Podpisanie umowy jak zwykle się przeciągało, ale miła pani zapewniła mnie, że w piątek 2 listopada na pewno ją podpiszemy i dostanę zaliczkę.
Ja w piątek od rana miałem złe przeczucia... W zasadzie to wiedziałem co może pójść nie tak. I nie myliłem się.
Miła pani zadzwoniła i z zakłopotaniem w głosie poinformowała mnie o decyzji dyrektora. Stwierdził on, że skoro płaci tak dużą kwotę za zdjęcia, to chce nie licencji na kalendarz, ale przekazania pełnych praw autorskich. I to było drugie zderzenie ze ścianą. Tylko, że tym razem już nie było o zbierać.

Nawet gdybym chciał ( a nie chciałem ) nie mógłbym przekazać pełnych praw do zdjęć bo wymagałoby to zmiany umowy z modelkami, niektórymi lokalizacjami i projektantami mody, od których pożyczaliśmy ciuchy. Przede wszystkim jednak nie moglem już dalej iść na ustępstwa. Miałem szczerze dosyć. Wytłumaczyłem jeszcze dlaczego nie mogę się zgodzić, zaproponowałem by zapisać w umowie, że ja nigdzie też tych zdjęć nie sprzedam i na tym sprawa się skończyła.
W poniedziałek dostałem jeszcze od miłej pani mail z podziękowaniem za współpracę i przeprosinami za zamieszanie.


I jeszcze jedno. Ten olbrzymi budżet na jakim w końcu stanęło to 12.600 zł netto. Dwie modelki, dojazd, hotele, wynajęcie płyty lotniska i innych lokacji, wynajęcie i dowóz konia, katering, stylistka, wizaż, fryzjer, asystenci, obróbka zdjęć, no i fotograf.


Nie chcę pisać o jaką firmę chodzi, bo to nie ma już takiego znaczenia. Miła pani starała się wszystko załatwić jak najlepiej, nie dogadałem się z dyrektorem. Nawet nie ma znaczenia, że on nie miał pojęcia o produkcji sesji zdjęciowej, może nawet nie był w stanie ocenić o jakim poziomie trudności rozmawialiśmy.
Ważne jest to, że ja chciałem dobrze, a wyszło jak zawsze :) Mam nauczkę, że nie ma sensu dawać komuś coś za darmo bo tego i tak nie doceni.

Został mi więc gotowy projekt na kalendarz i wielki niedosyt zdjęć samochodów. Projekt może w przyszłym roku uda mi się zrealizować dla innego klienta. A niedosyt sobie zrekompensowałem nowym zdjęciem Alfy 8C Competizione.

Właściwie to nie nie zrobiłem nowego zdjęcia, a jedynie Gosia obrobiła w akcie naszego protestu już istniejące. Tak nastawiliśmy się na zdjęcia samochodów, a tu nic. Przypomnieliśmy więc sobie o jednej Alfie, która czekała od dawna na pomysł jak ją obrobić. Samochód fotografowałem parę lat temu w zupełnie innym celu i teraz trzeba było znaleźć sposób na wstawienie jej w inne tło.
Gosia wpadła na pomysł by wykorzystać do tego celu zdjęcie hali na lotnisku gdzie ostatnio robiłem sesję. Potem poszło już szybko. Gosia przygotowała dwie wstępne wersje. Na jednej samochód stał, na drugiej jechał. Zdecydowaliśmy się na tą drugą. Efekt jest taki :



A tak wyglądał materiał wyjściowy:




Trochę zrobiło się nam lepiej. Ale przydałoby się więcej samochodów :)

Komentarze

gumiber pisze…
ehhh szkoda gadać, czasami po prostu chce się płakać... bezradność króluje w dziedzinie głupoty...
Piotr Piątek pisze…
Ten post jest świetnym przykładem jak rzeczywistość biznesowa zabija kreatywność fotografa i całej ekipy (i już kolejny dzień nigdy nie jest taki sam). Pal sześć fotografa ;), zmotywować ekipę do kolejnego zlecenia może być trudno.
Na szczęście nasz rynek powoli zmienia się... choć w dalszym ciągu często trudno klientowi wyjaśnić by produkcję zdjęciową czy reklamowa nie traktował jako koszt - a bardziej jako szanse na wywindowanie do wyższego poziom swojego biznesu.
Czy Twoi klienci czytają te posty? Mogli by się trochę nauczyć.
Mateusz pisze…
No tak, też to jest przykład na to jak można udowodnić prezesowi takiej firmy, ze można wszystko zrobić za półdarmo. Takie rozmowy trzeba ścinać na początku, bo będziemy wszyscy robić zdjęcia za śmieszne pieniądze i jedzenie z fast foodów
Anonimowy pisze…
Moze zbyt ambitnie podszedles do sprawy? Moze pan prezes potrzebowal w zasadzie czegos takiego:
http://www.cars-show.org/wp-content/uploads/2008/10/bmw-and-girls-03.jpg

:)
Artur Nyk pisze…
Zapomniałem o jeszcze jednej rzeczy napisać. O kwocie budżetu. Już dopisałem mały akapit na ten temat.
Artur Nyk pisze…
@ Anonimowy
Chyba masz rację :)))
Anonimowy pisze…
Grunt to zrozumienie prawdziwych potrzeb klienta :)
gumiber pisze…
z innej beczki, Pani Gosia świetnie czuje temat obróbki graficznej
Anonimowy pisze…
Pamiętam tą alfę i jej numer seryjny :)
Arturze jestem w szoku jeśli chodzi o budżet, pomysł wstępnie super, dobrze że nie zdradzasz pełni projektu. Będę o nim pamiętać w przyszłym roku bo klienci mi się rozkręcają ;))

Kasia Foszcz
Heniek1978 pisze…
pamiętam jak kiedyś Pan pisał, że brakuje obrotu kół samochodu, zastanawiałem się czego tu brakuje i mnie olśniło - kierowcy ;)
Artur Nyk pisze…
A nie do końca brakuje :) Na kierownicy są dłonie kierowcy :) Samego kierowcy wprawdzie nie widać, ale przeanalizowaliśmy to i raczej nie byłoby go widać bo fotel jest tam bardzo nisko i w tej perspektywie powinien kierowce zasłaniać słupek B. Taką mam nadzieję :)))
Anonimowy pisze…
Czy mógłbyś umieścić zdjęcie tej Alfy w rozmiarze 1920x1080? Chętnie bym sobie je na pulpit ustawił :)
Unknown pisze…
..Ach, widziałem to zdjęcie na Twoim lapku. Szukałem w necie informacji na temat oświetlenia i gdy ogladałem wyniki wyszukiwania - ta Alfa znajomo mi jakoś wyglądała. XXl Warszawa.. :)

Popularne posty z tego bloga

Zacznijmy od Volvo czyli wreszcie koniec

Już dawno nie miałem tak intensywnego okresu w pracy jak te ostatnie kilka miesięcy. Patrząc co się działo na blogu to,  mogło to wyglądać jakbym nic nie robił, a w rzeczywistości było zupełnie inaczej. Jeździłem po Polsce, zrobiłem 2,083 kalendarza, prowadziłem warsztaty, sam wziąłem udział w jednych, przekonałem się, że z Włochami pracuje się jednak bardzo dobrze, wsparłem na Kickstarterze projekt budowy podobno najlepszego na świecie filtra polaryzacyjnego, zepsułem kartę graficzną, przeszedłem z Aperture na Capture One, nakręciłem mój pierwszy film poklatkowy, przekonałem się, że Retina to nie zawsze dobra rzecz, wpadłem na jeden rewelacyjny pomysł, fotografowałem w strefach zagrożenia wybuchem, wykładałem na uniwersytecie, zrobiłem moją stronę ( no, prawie.. ), bylem na Nocy Reklamożerców,  kupiłem kilka nowych zabawek i co najważniejsze, zdążyłem kupić bilety na pierwszy pokaz Gwiezdnych Wojen. O wszystkim tym, albo prawie o wszystkim będę niedługo pisał, bo zamier...

Asystent

Kiedyś przez wiele lat pracowałem sam  i nawet nie w głowie mi było, by komuś pozwolić podejrzeć, jak robię zdjęcia. Zawsze zdawało mi się, że jeśli ktoś zobaczy, jakie stosuję triki i metody, to zdobędzie wielką tajemnicę, która pozwoli mu na przejęcie klienta. Potem zrozumiałem, że to tak nie działa. Pierwszych dwóch asystentów wybrałem intuicyjnie, następnych już bardzo świadomie, bo dokładnie wiedziałem już, czym się kierować. Po pierwsze, przyszły asystent musi chcieć nim być. Przez moje studio przewinęło się w ciągu ostatnich 10 lat około 30-40 osób, sporo z nich przychodziło z Technikum Fotograficznego na miesięczne praktyki. Już pierwszego dnia było widać, czy chcą się czegoś nauczyć, czy tylko zaliczyć. Jeśli nie byli zainteresowani tym, co działo się w studio, to od razu proponowałem im, by przyszli tylko po podpis w dzienniku praktyk i nie zawracali mi głowy. Bardzo jestem ciekawy, czy dzisiaj pracują w zawodzie. Po drugie, asystent musi rozumieć, po co jest asy...

Cudowny kalendarz

Właśnie dotarł do mnie kalendarz z moimi fotografiami, który pięknie wydało  Centrum Usług Drukarskich , czyli CUD. Jest 12-stronicowy i ma  niezwykły format 17x100 cm. Własny kalendarz zawsze cieszy :) Projekt zrobił Bronek Józefiok, z którym współpracuję od dawna. Jego autorstwa jest też logo Fotografii Pro. Kalendarz jest oczywiście po to, by wisieć u kogoś na ścianie. Przygotowuję teraz listę moich współpracowników i klientów, którzy go dostaną. Ale uda mi się też wygospodarować 5 egzemplarzy, które będę mógł rozdać moim Czytelnikom. Jeżeli więc macie na niego ochotę, zostawcie komentarz do tego postu. Jeśli więcej osób będzie chciało go mieć, odbędzie się losowanie. Oczywiście w obecności Komisji Pilnującej By Było Jak Trzeba :)