Przejdź do głównej zawartości

Audi i Opel czyli jak wybrać samochód dla fotografa - część 4

Wiele osób pyta się mnie czy już wybrałem samochód i jak skończyła się ta historia z testowanie. Otóż… nie skończyła się jeszcze :)
Ale nie uprzedzajmy faktów. Po przejażdżce BMW, postanowiłem porównać je z Audi A3. Zgłoszenie przez stronę poszło szybko i równie szybki był odzew z centrali, tej samej skąd dzwoniono już zresztą do mnie, by umówić mnie na jazdę Skodą i Seatem. Wybrałem najbliższy mi salon Audi i już na drugi dzień byłem umówiony na jazdę.

A tak się złożyło, że zaraz potem miałem kolejny telefon, tym razem z Opla. W pierwszej chwili byłem bardzo zdziwiony, dlaczego dzwonią do mnie w sprawie jazdy próbnej Zafirą. Zapomniałem już bowiem, że się zapisałem na taką jazdę. Zapomniałem, bo upłynęło już od tego momentu sporo czasu. Najwyraźniej procedury przekazania mojego zapytania do dealera trwały i trwały. Ale skoro panowie już zadzwonili, to postanowiłem skorzystać, zamieniając jednak Zafirę na Astrę kombi i umówiłem się na jazdę próbną zaraz po wizycie w Audi.

Jest dobrze, ale szału nie ma. Źródło: Audi



Do salonu Audi wszedłem punktualnie i od razu trafiłem na sprzedawcę, z którym byłem umówiony. Rozmawiał jeszcze z klientem, przeprosił mnie więc i zaproponował kawę. Podziękowałem, bo wolałem obejrzeć sobie dokładnie wnętrze samochodu.
Hmm… ładnie tu, gdy oglądałem je na zdjęciu, nie przekonywało mnie zbytnio, wydawało się zbyt proste. Na żywo wyglądało o niebo lepiej, a wszystko co dotykałem sprawiało dobre wrażenie. Po chwili podszedł do mnie sprzedawca i spytał o pierwsze wrażenia. Nie mogłem ukrywać, że były dobre, odpowiedział jeszcze na kilka moich pytań i poszliśmy podpisać papiery przed jazdą.

Taka wersja wykończenia to oczywiście zupełnie inne pieniądze. Źródło: Audi

Na zewnątrz czekało mnie białe A3, niestety w w wersji sedan. Nie zdziwiłem się, bo sprzedawca już w czasie rozmowy telefonicznej powiedział, że z silnikiem 1,4 122 KM, mają tylko taką wersję. Wsiadając zauważyłem, że bok fotel nadmiernie wystaje i za każdym razem się na niego nadziewam. Cóż, taki problem da się przeżyć. Lusterka, kierownica, fotel i jedziemy. Cicho i przyjemnie, choć bez emocji, które powalają od pierwszego kilometra. Czy mam jakaś wybraną trasę? Nie? To proponuję panu, taką przekrojową. OK. Było więc wszystko kręte drogi, autostrada i miasto.

Jedziemy, a ja coraz bardziej zachwycam się wnętrzem, wyraźnym podświetleniem i chowającym się w desce rozdzielczej dużym wyświetlaczem. Tym ostatnim mogłem cieszyć się do woli, bowiem co chwila, przez przypadek naciskałem jakiś przycisk na kierownicy, który wysuwał wyświetlacz. Po kilku próbach dałem sobie spokój, w końcu wcale mi ten wyświetlacz nie przeszkadzał.

Nie omieszkałem oczywiście, spytać o kwestie niechlubnej popularności tego motoru na listach najbardziej awaryjnych silników. Odpowiedź dostałem dokładnie taką, jaką oczekiwałem. Problemy rzeczywiście były, ale to już kwestia przeszłości. No bo co miał powiedzieć? A może naprawdę koncern poprawił bezawaryjność?
Tak czy inaczej nie chciałbym Audi A3 z tym silnikiem. Jechać jechał. Cicho i poprawnie, ale kompletnie bez emocji i przyjemności. W porównaniu do BMW serii 1 było dosyć nijako. Nie podobało mi się też, jak samochód wchodził w ciasne zakręty, miałem wtedy wrażenie, że nie kontroluję go do końca. Właściwie, to nie działo się nic złego, ale tak dziwnego uczucia nie miałem jeszcze w żadnym samochodzie, nie potrafię tego sprecyzować, ale nie podobało mi się.

Wręcz odwrotne zdanie mam o sprzedawcy. Pan był profesjonalny, absolutnie nie próbował mnie na siłę do niczego namówić. Za to porozmawialiśmy o samochodach, które oglądałem, jak człowiek z człowiekiem. Tym mnie kupił, byłbym skłonny mu zaufać przy finalnym wyborze, bo był to pierwszy sprzedawca, który zachowywał się nie jak sprzedawca.
Po powrocie, (znowu propozycja kawy) zajęliśmy się konfiguracją i ofertą leasingu. Tej ostatniej wprawdzie nie dostałem do dzisiaj, za to przy konfiguracji nie byłem namawiany na niepotrzebne dodatki. Cena finalna to 84.000 zł. Prawdziwa okazja, bo była to dobrze wyposażona Edycja Specjalna A3, dostępna jednak właśnie z silnikiem 1,4 122 KM.

Z mieszanymi uczuciami opuściłem salon. Ładny samochód, udane wnętrze, rozsądna cena (w porównaniu do BMW) i niczym nie wyróżniający się silnik. Nie miałem za dużo czasu na roztrząsanie tego, bo śpieszyłem się do Opla. Udało mi się znowu przyjechać punktualnie. I znowu sprzedawca był zajęty. Właściwie to w ogóle go nie było i panie na recepcji nie wiedziały gdzie jest.
Samochodów stało kilka, czyli miałem co robić. Zdążyłem obejrzeć Astrę, Insignię, Adama, Zafirę, Mokkę i już pojawił się sprzedawca. Lecz panie z recepcji skierowały do niego najpierw kogoś innego, musiałem więc czekać dalej. Zacząłem, już poważnie rozważać zakończenie testu Opla, jeszcze przed jego rozpoczęciem,  gdy sprzedawca zaprosił mnie na rozmowę. Dalej poszło już znacznie lepiej.

Brąz? Czemu nie. Źródło: Opel

Szybko znalazłem się za kierownicą Astry, niestety pięciodrzwiowej z silnikiem 1,4 140 KM (kombi był tylko z dieslem). Tym razem znowu najpierw prowadził sprzedawca, by pokazać mi co można wycisnąć z poczciwej Astry. Okazało się, że całkiem sporo. Po chwili zamieniliśmy się miejscami i mogłem sam się przekonać. Pierwsze metry i pojawił się uśmiech na mojej twarzy. To co słyszałem na temat tego silnika i ciężkiej w końcu Astry, nie pokrywało się z moimi odczuciami. Spodobało mi się brzmienie silnika i sposób w jaki rozwijał moc.

Szaro i tak sobie. Źródło: Opel

Wprawdzie wnętrze samochodu w najprostszej wersji wyposażenia Enjoy, nie powalało wyglądem, to moje ogólne odczucia były bardzo dobre. Musiałem od razu przyznać przed sobą, że jechało mi się znacznie lepiej niż godzinę wcześniej A3… Deska rozdzielcza pokryta gąszczem przycisków, wskaźniki, na których ciężko było mi jednym spojrzeniem odczytać prędkość i obroty silnika, ale co z tego skoro Astrą jechało mi się po prostu przyjemnie.

W salonie skonfigurowaliśmy samochód w wersji Sport, który miał już wszystko co potrzebowałem i znacznie ładniejsze wnętrze. Cena po zniżkach na firmę wyniosła 76.500 zł czyli 10.000 zł poniżej cennika. Całkiem sensownie jak za dobrze wyposażone kombi.

Jak na razie im więcej oglądam, tym mniej wiem. Czy iść za głosem rozsądku i zdecydować się na kombi czy też jednak kupić samochód mniej praktyczny, ale dający więcej radości z jazdy?
Moje stare Mondeo nadal bezawaryjnie pokonuje kolejne kilometry i dzięki temu mogę spokojnie się nadal zastanawiać. A może kupić po prostu nowe Mondeo?




Komentarze

Andrzej pisze…
Dziwi mnie podejście salonów Audi.
Mając A3 z 2008 roku i zastanawiając się nad nowym chciałbym mieć możliwość przetestowania porównywalnej wersji.
Mam 3.2l 250kM Quattro, miałem 2.0T 240kM Quattro i wiem co potrafią te auta nawet w ciężkich zimowych warunkach. Wystawianie wersji 1.4 (122kM) bez quattro jako samochód, który ma zachęcić do kupna auta za ponad 80 tyś. jest dla mnie co najmniej dziwne :/
Artur Nyk pisze…
Wiesz, mnie to nie dziwi, bo jeśli interesuje mnie wersja 1,4, to nic mi nie da jeżdżenie topową wersją :) Co najwyżej będę potem bardzo rozczarowany.

Popularne posty z tego bloga

Zacznijmy od Volvo czyli wreszcie koniec

Już dawno nie miałem tak intensywnego okresu w pracy jak te ostatnie kilka miesięcy. Patrząc co się działo na blogu to,  mogło to wyglądać jakbym nic nie robił, a w rzeczywistości było zupełnie inaczej. Jeździłem po Polsce, zrobiłem 2,083 kalendarza, prowadziłem warsztaty, sam wziąłem udział w jednych, przekonałem się, że z Włochami pracuje się jednak bardzo dobrze, wsparłem na Kickstarterze projekt budowy podobno najlepszego na świecie filtra polaryzacyjnego, zepsułem kartę graficzną, przeszedłem z Aperture na Capture One, nakręciłem mój pierwszy film poklatkowy, przekonałem się, że Retina to nie zawsze dobra rzecz, wpadłem na jeden rewelacyjny pomysł, fotografowałem w strefach zagrożenia wybuchem, wykładałem na uniwersytecie, zrobiłem moją stronę ( no, prawie.. ), bylem na Nocy Reklamożerców,  kupiłem kilka nowych zabawek i co najważniejsze, zdążyłem kupić bilety na pierwszy pokaz Gwiezdnych Wojen. O wszystkim tym, albo prawie o wszystkim będę niedługo pisał, bo zamier...

Asystent

Kiedyś przez wiele lat pracowałem sam  i nawet nie w głowie mi było, by komuś pozwolić podejrzeć, jak robię zdjęcia. Zawsze zdawało mi się, że jeśli ktoś zobaczy, jakie stosuję triki i metody, to zdobędzie wielką tajemnicę, która pozwoli mu na przejęcie klienta. Potem zrozumiałem, że to tak nie działa. Pierwszych dwóch asystentów wybrałem intuicyjnie, następnych już bardzo świadomie, bo dokładnie wiedziałem już, czym się kierować. Po pierwsze, przyszły asystent musi chcieć nim być. Przez moje studio przewinęło się w ciągu ostatnich 10 lat około 30-40 osób, sporo z nich przychodziło z Technikum Fotograficznego na miesięczne praktyki. Już pierwszego dnia było widać, czy chcą się czegoś nauczyć, czy tylko zaliczyć. Jeśli nie byli zainteresowani tym, co działo się w studio, to od razu proponowałem im, by przyszli tylko po podpis w dzienniku praktyk i nie zawracali mi głowy. Bardzo jestem ciekawy, czy dzisiaj pracują w zawodzie. Po drugie, asystent musi rozumieć, po co jest asy...

Cudowny kalendarz

Właśnie dotarł do mnie kalendarz z moimi fotografiami, który pięknie wydało  Centrum Usług Drukarskich , czyli CUD. Jest 12-stronicowy i ma  niezwykły format 17x100 cm. Własny kalendarz zawsze cieszy :) Projekt zrobił Bronek Józefiok, z którym współpracuję od dawna. Jego autorstwa jest też logo Fotografii Pro. Kalendarz jest oczywiście po to, by wisieć u kogoś na ścianie. Przygotowuję teraz listę moich współpracowników i klientów, którzy go dostaną. Ale uda mi się też wygospodarować 5 egzemplarzy, które będę mógł rozdać moim Czytelnikom. Jeżeli więc macie na niego ochotę, zostawcie komentarz do tego postu. Jeśli więcej osób będzie chciało go mieć, odbędzie się losowanie. Oczywiście w obecności Komisji Pilnującej By Było Jak Trzeba :)