Przejdź do głównej zawartości

Spytaj Artura czyli jak fotografować wnętrza





Krystian pisze...
Witam Artur,

Mógłbyś w którymś z postów przybliżyć jak wykonywać fotografie wnętrz? Chodzi mi o kilka prostych technik dzięki którym można by poprawić zdjęcia np. mieszkania. Fajnie by było żebyś opisał np. coś co można wykonać i dać radę zrobić amatorskim sprzętem, a z drugiej strony jakieś techniki profesjonalne (z użyciem lamp itp) :]

Sytuacja idealna - wzdłuż całego pomieszczenia są duże okna doświetlające wnętrze.
ISO 100 f14 t3,2s

Rozwiązanie tego problemu jest tak banalnie proste, że czasem aż trudno w to uwierzyć. A odpowiedź zawiera się w trzech słowach : długi czas naświetlania.
To może od początku. Przychodzimy do typowego mieszkania lub biura, jedno lub dwa okna, które dają nie za dużo światła. Po pierwsze musimy wybrać dobrą porę dnia. Najlepsze światło do takich zdjęć będzie wtedy, gdy słońce nie świeci bezpośrednio przez okno. No oczywiście, poza tym jednym przypadkiem, gdy dokładnie taki efekt jest nam potrzebny. W każdym innym przypadku będzie nam potrzebne miękkie światło. Idealne, wbrew pozorom, mogą być dni, kiedy niebo jest całkowicie zachmurzone. Światła jest wtedy mniej, ale jakie to ma znaczenie, gdy i tak będziemy robić zdjęcie ze statywu? Czy będzie to 10 czy 20 sekund to już dla nas żadna różnica. Zaletą natomiast będzie brak błękitnego nieba. Dlaczego? Przyjrzyjcie się kiedyś błyszczącym przedmiotom jakie macie w domu, może to być stół z czarnego szkła albo chromowany świecznik itd. Na przedmiotach o neutralnym kolorze zauważycie to najłatwiej, ale ten efekt pojawia się wszędzie. Gdy popatrzycie na nie w piękny bezchmurny dzień, zauważycie błękit nieba, który się na nich odbija. Jeżeli będą stały w polu "widzenia" okna, efekt będzie bardzo wyraźny i czarny stolik będzie czarny tylko z nazwy, bo w rzeczywistości zrobi się prawie błękitny. Te przedmioty, które stoją dalej, będą miały tylko niebieski zafarb, który może trudno będzie zauważyć Wam od razu, ale na zdjęciu na pewno się pojawi. Ten błękit tak samo będzie działał na wszystko, co jest w pokoju i złamie naturalny kolor.



Zwróćcie uwagę na bliki na podłodze, samochodzie i dachu

Ta sama klatka, ale tu zdesaturowałem podłogę, samochód i dach

Tego typu problemów nie uświadczymy w pochmurny dzień, bo światło będzie miało kolor…eeee...  jakiś... No raczej nie biały, ale na pewno jednolity. Światło pewnie będzie chłodne, ale z tym sobie poradzimy, ustawiając odpowiedni balans bieli.

Wybraliśmy dobrą porę dnia, ustawiamy statyw, wybieramy kadr, robimy pierwszą klatkę zgodnie ze wskazaniami światłomierza i... mamy za ciemne zdjęcie. A to dlatego, że światłomierz jest głupi. On nie ma pojęcia, że robimy zdjęcia we wnętrzu i myśli, że jak zawsze jesteśmy w plenerze. A co to za różnica? Dla światłomierz zasadnicza. Macie w domu biały sufit? Przyjrzyjcie mu się o różnych porach dnia. Zawsze jest biały? Oczywiście, że nie. Będzie przybierał kolory od bieli, poprzez wszystkie odcienie szarości, przyjmie kolor mebli, ścian, a wieczorem zrobi się żółty przy zapalonym świetle lampy. Ale i tak cały czas sufit uznajemy za biały, bo przecież dobrze jeszcze pamiętamy jak kupowaliśmy tą drogą, ultra śnieżnobiałą farbę.
Gdy patrzymy na sufit, widzimy, że jest biały, a ten głupi światłomierz patrzy i widzi, że jest szary. I niestety on ma rację. Ten sufit jest w tej chwili szary, bo światła w pokoju jest mało. Tylko, że nasz mózg jest przyzwyczajony do takiego stanu rzeczy i kombinuje sobie tak: widziałem ten pokój wczoraj jak świeciło mocne słońce i wyglądał na jaśniejszy, poza tym pamiętam, że sufit jest pomalowany białą farbą czyli, że jest biały, a więc w rzeczywistości musi taki być, to powiem temu mojemu właścicielowi, że pokój jest jasny. 
A tym czasem światłomierz myśli w sposób mało skomplikowany : widzę, że sufit jest szary czyli jest szary i taki musi być na zdjęciu.

Dlatego, jeśli posłuchamy światłomierza, dostaniemy zdjęcie, które wygląda tak jak wygląda pokój w tym momencie. Jednak o ile mózg potrafi zinterpretować to co widzi trójwymiarowo, to widząc dwuwymiarowy obraz odbiera go dokładnie takim jaki jest.
Jedynym rozwiązaniem jest nie słuchać światłomierza i zrobić zdjęcie prześwietlone o 2 lub 3 działki. Dzięki temu teoretycznie prześwietlona fotografia będzie dobrze naświetlona. Jeszcze bardziej musimy też prześwietlić zdjęcie jeżeli robimy kadr, w którym widać ścianę z oknem. Widok za oknem, tym bardziej, myli światłomierz bo jest drastycznie jaśniejszy niż wnętrze pokoju. Gdy zależy nam by na zdjęciu było widać co jest za oknem, trzeba zrobić drugą klatkę naświetloną prawidłowo na widok za oknem, a następnie zmontować te obie klatki. Podobnie możemy zrobić gdy fotografowane pomieszczenie jest tak duże, iż światło nie dociera do jego wszystkich zakamarków. Musimy tylko pamiętać by zachować naturalne proporcje. Bliżej okna jest zawsze jaśniej, daleko od niego, ciemniej.

Czasem trzeba się posiłkować lampą błyskową, gdy pomieszczenie ma taki układ, że są miejsca, gdzie światło naturalne nie dociera lub też nie mamy ochoty bawić się w montowanie fotografii z kilku klatek.
W takich sytuacjach najczęstszym błędem jest ustawienie zbyt dużej mocy lampy lub umieszczenie jej w złym miejscu. Nawet osoba nie znająca się na fotografii, zobaczy, że coś jest nie tak, gdy zaświecimy lampą ze złego kierunku i światło będzie się krzyżować ze światłem naturalnym. Tu zasada jest jedna, albo umieszczamy lampę w niewidocznym miejscu, a wtedy kierunek światła musi się pokrywać z kierunkiem świecenia światła naturalnego ( lub wprost przeciwnie, dawać wypełnienie podobnie jak ekran ), albo gdy światło pada z innej strony, musimy widzieć źródło światła. Inaczej uzyskamy bardzo nienaturalny efekt.
Czyli albo chowamy lampę za fotelem i ustawiamy ją prostopadle do płaszczyzny okna, albo chowamy ją w abażurze lampy, którą widzimy w kadrze.
Pamiętajcie też by charakter światła z lampy był podobny do światła zastanego. Najczęściej więc musi być to światło miękkie, co oznacza konieczność zastosowania softboksu, parasolki, albo zwykłej czaszy, ale z założonymi kilkoma warstwami kalki technicznej lub innego rozpraszającego materiału. ( Uwaga ! wyłączcie wtedy koniecznie piloty, bo inaczej może skończyć się to małym ogniskiem… )


Tak widzi ten pokój światłomierz, okna dodatkowo wprowadzają w błąd nawet pomiar matrycowy. Aparat próbuje znaleźć złoty środek, a w efekcie wnętrze jest za ciemne, a okna za jasne.
ISO 100 f11 t1/6s

Teraz znacznie lepiej, choć za oknami nie widać nic i brakuje wypełnienia co skutkuje zbyt ciemnymi partiami obrazu zwłaszcza tył fotela i dół prawej sofy
ISO 100 f11 t0,5s

Tu jeszcze minimalnie skróciłem czas i zaświeciłem w kontrze lampą błyskową. Ale zrobiłem to zbyt mocno co spłaszczyło cały obraz.
ISO 100 f11 t0,3s

Gdy nie mamy lampy błyskowej możemy wspomóc się normalnymi lampami, które są w pomieszczeniu. Od razu jednak zauważycie problem z inny kolorem światła. Gdy ustawicie balans bieli na światło dzienne, lampy będą dawały żółte światło ( lub zielone jeśli będą to jarzeniówki, lub nie wiadomo jakie, gdy będą to żarówki energooszczędne ). A gdy ustawicie na światło żarowe, to wtedy światło dzienne będzie niebieskie. Niestety nie da się tu założyć żadnego filtra na aparat, trzeba albo wymienić żarówkę na święcącą na biało ( tylko, że takich w zasadzie nie ma… trochę lepiej zachowa się tu żarówka LED, jeszcze lepiej metalohalogen ),albo założyć na istniejącą żarówkę, niebieski filtr korekcyjny. Od biedy można też zrobić w drugą stronę, naklejając na okna ocieplające filtry. 
Jeżeli nie możemy filtrować światła lub po prostu nie mamy na to czasu, to pozostaje nam tylko mozolna obróbka w PS i ustawianie tam koloru lub desaturowanie o ile mamy szczęście fotografować białe lub szare pomieszczenia.

Ostatnią opcją są nocna zdjęcia tylko przy świetle lamp. Tu sprawa jest prosta, robimy je tak samo jak przy świetle dziennym, inaczej tylko ustawiamy balans bieli. Gdy zaś zamarzy się nam doświetlenie czegoś lampą błyskową, musimy założyć na nią filtr ocieplający.


Zdjęcie zrobione tylko przy świetle halogenów.
ISO 100 f11 t2s

Podsumowując i uzupełniając oto 10 ważnych zasad przy fotografowaniu wnętrz :

1. Zawsze robimy zdjęcia ze statywu i to dobrze obciążonego
2. Nie dotykamy aparatu !!! Wyzwalamy przez wyzwalacz, pilota lub komputer, jak się da to podnosimy wcześniej lustro
3. Robimy bracketing w zakresie kilku działek, abyśmy mieli z czego ewentualnie montować
4. Wspominałem, że nie dotykamy aparatu?
5. Używamy przesłony f11 -f16, bo wtedy każdy obiektyw ma najwyższą rozdzielczość i ostrość. Dopiero gdy nie mieścimy się z głębią ostrości, zwiększamy przesłonę
6. Ostrość po ustawieniu przełączamy na ręczną
7. Nie dotykamy aparatu
8. Gdy chcemy użyć filtra polaryzacyjnego by zdjąć niepotrzebne bliki, kręcimy nim tak delikatnie jakbyśmy byli neurochirurgiem, inaczej możemy mięć problemy z poskładaniem klatek
9. Ryzyko występowania żarówek energooszczędnych jest dzisiaj wysokie, więc mamy przy sobie zwykłe halogenowe na zmianę na czas zdjęć
10. I ostatnia ultra ważna : fotografujemy na najmniejszej dostępnej czułości aby osiągnąć możliwie najlepsza jakość i ostrość zdjęć.



Komentarze

Ola pisze…
Bardzo dobry artykuł. Mam tylko pytanie: co to znaczy że zdesaturowałeś podłogę?
Artur Nyk pisze…
Zdesaturować czyli zmniejszyć nasycenie koloru :)

Popularne posty z tego bloga

Jestem za głupi czyli o sztuce nowoczesnej raz jeszcze...

Wracam powoli do normalnego trybu pisania codziennie.... mam nadzieję:) Rozleniwiłem się ostatnio, to fakt, za to spędzałem czas bardzo przyjemnie :) Jednym z efektów była wizyta w MOCAKu, czyli Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie . Miałem od dawna wielką ochotę zobaczyć to muzeum, głównie z powodów architektonicznych. I rzeczywiście, muzeum zachwyca. Nie ma tu mowy, byśmy mogli mieć kompleksy w porównaniu z innymi muzeami tego typu na świecie. Mimo swojego ogromu, budynek jest bardzo kameralny. Czysta forma architektoniczna pozwala na ekspozycje każdej możliwej formy sztuki.

Spytaj Artura czyli biblioteki Aperture

Igi pytał się mnie już jakiś czas temu o synchronizację bibliotek w Aperture. Co jak co, ale o tym programie to lubię opowiadać :) Zacznę od początku. Zdjęcia w Aperture można przechowywać albo w bibliotece programu, albo w aktualnym układzie katalogów.  Dla zdecydowanej większości nowych użytkowników programu, pozostawienie zdjęć w ich dotychczasowych lokalizacjach wydaje się rozsądnym rozwiązaniem. Ja też oczywiście właśnie tak na początku zrobiłem. Myśl, że mógłbym wrzucić swoje bezcenne fotografie do jakiejś tajemniczej biblioteki, wydawała się zbyt szalona. Nie miałem jeszcze zaufania do Aperture i byłem przyzwyczajony by mieć dostęp do zdjęć z poziomu systemu.  Wrzuciłem więc wszystkie zdjęcia do Aperture, ale fizycznie zostawiłem w katalogach gdzie były do tej pory. Aperture po pierwszym uruchomieniu zawsze tworzy swoją bibliotekę gdzie są wszystkie możliwe informacje o zdjęciu, ustawienia, miniaturki, podglądy (jpgi o rozmiarach, które sami ustalamy). Na p...

Aperture vs Lightroom czyli test nieobiektywny

Przy okazji jednego z ostatnich postów na temat Aperture, jeden z czytelników o pseudonimie Kashiash, spytał, co zyska przechodząc z Lightrooma na Aperture. Uznałem, że to bardzo dobre pytanie, co najmniej tak samo ważne jak to, czy lepszy jest Canon czy Nikon. Wy oczywiście wiecie, co ja o tym sądzę :) Aby podejść do tematu solidnie, ściągnąłem trial Lightrooma, by zobaczyć, co się pojawiło nowego w czwartej wersji. Przyznaję się, że nie poświęciłem kilkunastu godzin na dogłębne poznanie wszystkich funkcji i mogę się mylić co do szczegółów. Aby było łatwo porównać oba programy, stworzyłem katalog z trzydziestoma zdjęciami i wgrałem do każdego z programów. Nie będzie to kompletny test, a raczej skupienie się na istotnych różnicach. Nie miejcie wątpliwości, że wychodzę z założenia o wyższości Ap, gdybym tak nie uważał, to nie używałbym go :) Postarałem się jednak znaleźć też wszystkie pozytywne cechy Lr. Ponieważ nie pracuję na nim, mogłem o czymś nie wiedzieć i przez to pominąć jak...