Przejdź do głównej zawartości

Stres przed sesją

Z sesją fotograficzną jest trochę jak z samochodem. Człowiek najbardziej się cieszy gdy go kupuje i gdy go wreszcie sprzeda. I dokładnie tak samo jest z sesją. Najpierw euforia gdy dostajemy wymarzone zlecenie, a zaraz potem zaczyna się już stres, który trwa aż do oddania gotowych zdjęć.

Pracuję już dokładnie 21 lat w zawodzie i nadal jest tak samo jak na początku. Nie ważne ile razy robiłem już podobne zdjęcia, zawsze mam jakiś mały stres z tego powodu. Gdy czeka mnie sesja gdzie będą modele, styliści, fryzjerzy, albo co gorsza klient, to już na kilka dni do przodu zastanawiam się co i jak mam zrobić by wszystko dobrze wyszło. Co z tego, że robię takie same zdjęcia siedemnasty raz? Przecież może coś nie wyjść. Ale to jest najmniejszy problem. Najważniejsze jest to czy mogę coś zrobić lepiej. Może udoskonalić światło, a może inaczej popracować z modelką, albo zmienić sposób obróbki? Taką mam naturę, że nie potrafię poprzestać na tym co dobre i co podoba się klientowi. To jeszcze musi podobać się mnie :)


W środę mam sesję, na której bardzo mi zależy by dobrze wyszła, bo temat jest z tych najciekawszych jakie tylko mogą być. Siedzę więc od kilku dni i myślę, myślę, myślę, analizuję, oglądam zdjęcia, wyobrażam sobie, znowu myślę i układam to wszystko w głowie. A i tak wiem, że na sesji będę musiał improwizować, bo nie wszystko co sobie wymyślę, musi się sprawdzić. Wiem, że będzie cała masa nieprzewidzianych problemów, które wyjdą dopiero na zdjęciach i właśnie dlatego staram się je przewidzieć :)

Podobno są fotografowie, którzy nie odczuwają stresu przed zdjęciami. Dla mnie oznacza to, że traktują swoją pracę jak taśmową, bezmyślną robotę. Gdy dojdę kiedyś do takiego etapu, to będzie to znak by zająć się czymś ciekawszym, np. malowaniem płotów.

Komentarze

Unknown pisze…
jak zawsze dasz radę, a jak nie dasz rady, to i tak dasz rade ;)
a taki stresik to dobry napędzacz kreacji zwykle
Artur Nyk pisze…
Dzięki :) Chyba dobrze poszło :)

Popularne posty z tego bloga

Jestem za głupi czyli o sztuce nowoczesnej raz jeszcze...

Wracam powoli do normalnego trybu pisania codziennie.... mam nadzieję:) Rozleniwiłem się ostatnio, to fakt, za to spędzałem czas bardzo przyjemnie :) Jednym z efektów była wizyta w MOCAKu, czyli Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie . Miałem od dawna wielką ochotę zobaczyć to muzeum, głównie z powodów architektonicznych. I rzeczywiście, muzeum zachwyca. Nie ma tu mowy, byśmy mogli mieć kompleksy w porównaniu z innymi muzeami tego typu na świecie. Mimo swojego ogromu, budynek jest bardzo kameralny. Czysta forma architektoniczna pozwala na ekspozycje każdej możliwej formy sztuki.

Spytaj Artura czyli biblioteki Aperture

Igi pytał się mnie już jakiś czas temu o synchronizację bibliotek w Aperture. Co jak co, ale o tym programie to lubię opowiadać :) Zacznę od początku. Zdjęcia w Aperture można przechowywać albo w bibliotece programu, albo w aktualnym układzie katalogów.  Dla zdecydowanej większości nowych użytkowników programu, pozostawienie zdjęć w ich dotychczasowych lokalizacjach wydaje się rozsądnym rozwiązaniem. Ja też oczywiście właśnie tak na początku zrobiłem. Myśl, że mógłbym wrzucić swoje bezcenne fotografie do jakiejś tajemniczej biblioteki, wydawała się zbyt szalona. Nie miałem jeszcze zaufania do Aperture i byłem przyzwyczajony by mieć dostęp do zdjęć z poziomu systemu.  Wrzuciłem więc wszystkie zdjęcia do Aperture, ale fizycznie zostawiłem w katalogach gdzie były do tej pory. Aperture po pierwszym uruchomieniu zawsze tworzy swoją bibliotekę gdzie są wszystkie możliwe informacje o zdjęciu, ustawienia, miniaturki, podglądy (jpgi o rozmiarach, które sami ustalamy). Na p...

Aperture vs Lightroom czyli test nieobiektywny

Przy okazji jednego z ostatnich postów na temat Aperture, jeden z czytelników o pseudonimie Kashiash, spytał, co zyska przechodząc z Lightrooma na Aperture. Uznałem, że to bardzo dobre pytanie, co najmniej tak samo ważne jak to, czy lepszy jest Canon czy Nikon. Wy oczywiście wiecie, co ja o tym sądzę :) Aby podejść do tematu solidnie, ściągnąłem trial Lightrooma, by zobaczyć, co się pojawiło nowego w czwartej wersji. Przyznaję się, że nie poświęciłem kilkunastu godzin na dogłębne poznanie wszystkich funkcji i mogę się mylić co do szczegółów. Aby było łatwo porównać oba programy, stworzyłem katalog z trzydziestoma zdjęciami i wgrałem do każdego z programów. Nie będzie to kompletny test, a raczej skupienie się na istotnych różnicach. Nie miejcie wątpliwości, że wychodzę z założenia o wyższości Ap, gdybym tak nie uważał, to nie używałbym go :) Postarałem się jednak znaleźć też wszystkie pozytywne cechy Lr. Ponieważ nie pracuję na nim, mogłem o czymś nie wiedzieć i przez to pominąć jak...