Przejdź do głównej zawartości

Moje spotkanie z Sharanowiczem



Z Maćkiem poznałem się na spotkaniu Blosilesii, obaj byliśmy w tshirtach firmy Gryfnie. Szybko okazało się, że mamy o wiele więcej wspólnych pasji i momentalnie powstał plan, by zacząć razem współpracę.
Maciek pisze blog o motoryzacji Podwójna ciągła, ja robię zdjęcia samochodów, więc sprawa była prosta.

Jednak na pierwszy ogień poszedł samochód, który mógł skutecznie zniechęcić mnie do fotografowania. Nie dość, że to Volkswagen Sharan, to jeszcze w ulubionym przez fotografów kolorze - czarnym. Maciek na szczęście podzielał mój entuzjazm do tego samochodu, cierpliwie więc czekał, aż uznam, że wreszcie mamy odpowiednie światło. Bo bez dobrego światła, wiedziałem, że nie ma szans, by jakoś pokazać ten samochód.

Wybrałem dzień całkowicie bezchmurny i późnym popołudniem zacząłem fotografować. O tej bowiem porze, światło na niebie ma bardzo duży gradient, który odbijając się w karoserii, tworzy regularne, ale nie płaskie odbicia. Gdyby pojawiły się na niebie chmury, wszystkie widzielibyście w karoserii jako nieregularne plamy. W zasadzie nie byłoby w tym nic złego, ale w tym przypadku, gdy samochód jest czarny i nie ma prawie żadnych przetłoczeń, które podkreślałyby kształty, wszystko co zakłóca czystość formy, nie jest wskazane.  Gdyby samochód był biały, nie miałoby to prawie znaczenia, gdyby był np. srebrny, też nie przeszkadzałoby to aż tak. A czarny samochód widzimy prawie cyfrowo: albo czarne i nie widać, albo białe, tam gdzie odbija się światło.


No właśnie, aby na pewno białe? Oczywiście, że nie. Raczej niebieskie, bo tak obija się w karoserii niebo czyli gigantycznych rozmiarów softboks. Na zdjęciach widzimy, że odbija się kolor niebieski, natomiast gdy oglądamy samochód na żywo, już tego tak nie zauważamy, bo mózg filtruje tą informację do pewnego stopnia. Dzieje się tak, gdyż mózg widzi koloryt lokalny i włącza nam "automatykę balansu bieli" w sposobie w jakim odbieramy kolory. Pierwsi zauważyli to już impresjoniści i malowali kolory, których normalnie prawie nie zauważamy.


Ja przy obróbce, zdejmowałem wszędzie kolor niebieski z samochodu, ale oczywiście nie w 100%, bo wtedy też odbieralibyście zdjęcia jako nienaturalne. Zostawiałem kolor na poziomie 20-30%.  Gdybym nie zrobił tego moglibyście stwierdzić, że VW jest granatowy, a nie czarny. Jak dużo zostawić koloru otoczenia, to sprawa indywidualna. Jeśli zostawimy go więcej, zdjęcie będzie miało klimat wieczorny czy poranny, w zależności kiedy robimy zdjęcie. Jeśli zdejmiemy cały zafarb z samochodu, ale też otoczenia, uzyskamy zdjęcie neutralne, jakby robione w środku dnia.

Jeszcze gorzej wyglądało w oryginale wnętrze. Na czarnym plastyku odbił się niebieski kolor nieba i zielony drzew.Tu musiałem zdjęć kolor jeszcze mocniej, bo pozbawiony odniesienia, nawet lekki odcień błękitu, wyglądał bardzo nienaturalnie.


Tak wyglądało fotografowanie wnętrza. A przy okazji widać tu dobrze jak kolor nieba i trawy odbija się we wszystkim. Fot. Paweł Pszczoła

Oczywiście zarówno na zdjęcia wnętrz, jak i na zewnątrz nie mogłem się obyć bez filtru polaryzacyjnego. To najprostszy i w zasadzie jedyny sposób na zapanowanie na odbiciami w karoserii.


 Oprócz planów ogólnych, szukałem też jakiegoś ładnego detalu. Łatwo nie było. Prawie same płaskie powierzchnie.


 A jaki kolor samochodu jest tu? Czy czytacie go jako czarny? Gdy odbić jest za dużo, możemy łatwo się pogubić z pokazaniem właściwego koloru.



Ja czarnych samochodów nie lubię fotografować, ale czasem nie ma innego wyjścia. Dzisiaj rano spotkałem się z Maćkiem na sesji kolejnego samochodu, tym razem znacznie ciekawszego, bo najnowszego Volvo XC90. Zgadnijcie w jakim kolorze ? :)

Komentarze

Unknown pisze…
Ja obstawiam blado rudo brązowy, a teraz sobie radź z wyobraźnią :)
Artur Nyk pisze…
Gdyby to był taki kolor, to byłbym szczęśliwy, ale niestety nie :)
Unknown pisze…
Świetny tekst, przeczytałem z przyjemnością!
Drodzy czytelnicy: o bojach z czernią wiedziałem od początku i nawet było mi trochę głupio rozpoczynać rozmowę od 'słuchaj, mam czarnego Volkswagena...' ale Artura przekonywałem mówiąc, że tylko bardzo dobry fotograf jest w stanie 'pomóc' Sharanowi i wyciągnąć cokolwiek z jego (braku) stylistyki. Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania, a Artur ponownie pokazał swój kunszt i dobre oko
Volkswagen pokonany, jednak to Volvo może okazać się hitem. Nie mogę się doczekać!

Popularne posty z tego bloga

Zacznijmy od Volvo czyli wreszcie koniec

Już dawno nie miałem tak intensywnego okresu w pracy jak te ostatnie kilka miesięcy. Patrząc co się działo na blogu to,  mogło to wyglądać jakbym nic nie robił, a w rzeczywistości było zupełnie inaczej. Jeździłem po Polsce, zrobiłem 2,083 kalendarza, prowadziłem warsztaty, sam wziąłem udział w jednych, przekonałem się, że z Włochami pracuje się jednak bardzo dobrze, wsparłem na Kickstarterze projekt budowy podobno najlepszego na świecie filtra polaryzacyjnego, zepsułem kartę graficzną, przeszedłem z Aperture na Capture One, nakręciłem mój pierwszy film poklatkowy, przekonałem się, że Retina to nie zawsze dobra rzecz, wpadłem na jeden rewelacyjny pomysł, fotografowałem w strefach zagrożenia wybuchem, wykładałem na uniwersytecie, zrobiłem moją stronę ( no, prawie.. ), bylem na Nocy Reklamożerców,  kupiłem kilka nowych zabawek i co najważniejsze, zdążyłem kupić bilety na pierwszy pokaz Gwiezdnych Wojen. O wszystkim tym, albo prawie o wszystkim będę niedługo pisał, bo zamier...

Kalendarz Ascomp 2016

Lubię wyzwania. Gdy dowiedziałem się, że klientowi zależy, by zdjęcia do nowego kalendarza zrobić w tym samym miejscu co ostatnio, pomyślałem sobie, że lekko nie będzie. Już za pierwszym razem, sesja tam bardzo trudna, a teraz na dodatek musiałem podnieść sobie poprzeczkę, bo nowy kalendarz nie mógł być podobny do poprzedniego. Miejscem tym bowiem, znowu miała być serwerownia. Nie wiem ilu z was miało okazję zwiedzić serwerownie, ale zakładam, że raczej nie jest to powszechne doświadczenie. Tym, którzy nie mieli tego szczęścia, by zobaczyć serwerowni od środka, postaram się trochę przybliżyć warunki w jakich pracowaliśmy. Wyobraźcie sobie budynek strzeżony jak twierdza. Wysokie płoty, strażnicy, alarmy, wszystkie drzwi z zamkami, śluzy, setki kamer itd. Pomieszczenia z serwerami mają tylko wąskie korytarze pomiędzy szafami. Gdy czasem zdarzyło się, że były to korytarze o szerokości dwóch metrów, to miałem powód do świętowania. W korytarzach na zmianę wieje, albo bardzo zimne, albo...

Widziałem "Gwiezdne Wojny - Przebudzenie mocy" czyli recenzja na gorąco bez spojlera

Nazywam się Artur Nyk i jestem fanem Gwiezdnych Wojen. Dziesięć minut temu wróciłem do domu i wiem, że teraz nie zasnę, więc lepiej opiszę moje wrażenia. Pamiętam moje pierwsze spotkanie z Gwiezdnymi Wojnami. Rok 1979, kwiecień lub maj. Dostać bilety na film to był wielki wyczyn. W końcu mojemu ojcu udało się to dniu, gdy Polacy grali jakiś ważny mecz. Wrażenie było kolosalne. Wtedy ten film wyprzedzał wszystko inne o lata świetlne. A ja na dodatek widziałem go, na chyba największym ekranie w Polsce, w kinie w katowickim Spodku. Wyobraźcie sobie salę kinową na 4500 osób !!!! A na gigantycznym ekranie (29x15 m ) widzicie przelatujący niszczyciel Imperium. To było coś! Choć ja najbardziej zapamiętałem scenę, gdy Lea, Luke, Chewie i Han Solo próbują się wydostać ze zgniatarki śmieci. Zapamiętałem tą scenę może dlatego, że akurat wtedy wróciłem z …wc. I dzisiaj znowu poczułem się jak wtedy. Jakbym miał znów 10 lat. Widzę żółte napisy przesuwające się na rozgwieżdżonym tle. I zno...