Przejdź do głównej zawartości

Trabant limuzyna

Katowice - Kraków - Katowice - Kraków... Tak wygląda od kilku dni moja codzienność.  Regularnie co 12 godzin przemierzam ją tam i z powrotem jeżdżąc na zdjęcia do Armatury. Dokładnie 10 lat temu, w marcu 2003 roku, robiłem moje pierwsze zdjęcia kranów i uczyłem się jak najlepiej je fotografować.
Teraz też uczę się nowego tematu i wypróbowuje nową dla mnie technologię. I choć chciałbym już pokazać pierwsze efekty, to muszę czekać, aż wyjdzie nowy katalog.

I choć bieżące tematy pochłonęły mnie całkowicie to cały czas myślę i przygotowuję sesje samochodów :) Nie mogę się już tego doczekać i tylko zastanawiam się od, którego zacząć : białego, czarnego, perłowego czy zielonego :)
Na pewno za to nie miałbym ochoty fotografować niebieskiego. Zobaczyłem go kilka dni temu na ulicy i zacząłem się zastanawiać co musiałbym zrobić/zjeść/wypić by zamówić sobie takie piękne BMW w tak okropnym niebieskim matowym kolorze... I jeszcze te czarne felgi. Wygląda po prostu jak Trabant.
Ale z drugiej strony gdyby wszystkie samochody miały matowe lakiery, jak łatwo by się je fotografowało :)




PS. W czwartek wyjątkowo zostanę na Śląsku, bo zostałem zatrudniony przez znajomego jako oświetleniowiec przy sesji jednego muzyka 

Komentarze

Anonimowy pisze…
Na 90% pod tym niebieskim płaszczem jest tradycyjny szary czy czarny.
Płaszczyk to pewnie folia, która jak się znudzi to wyląduje w koszu dając nowy, stary samochód.

J.
Artur Nyk pisze…
Masz rację, to na 100 % folia. Co więcej okazało się, że to samochód mojego znajomego :)))
Anonimowy pisze…
Gratuluje, swietny blog.
Urzeka uczciwosc w postaci nazywaniu rzeczy po imieniu a nie patetyczne pieprzenie (sorry) i dorabianie ideologii tam gdzie nie trzeba z jednoczesnym podniecaniem sie samymi slowami.

Tak trzymac!

R.
Andryś pisze…
Trabanty są O.K. tak samo jak tzw.kolory gaciowe:)
Artur Nyk pisze…
W sumie to nawet przejechałbym się teraz Trabantem, teraz są już prawie tak rzadkie jak Ferrari :)

Popularne posty z tego bloga

Zacznijmy od Volvo czyli wreszcie koniec

Już dawno nie miałem tak intensywnego okresu w pracy jak te ostatnie kilka miesięcy. Patrząc co się działo na blogu to,  mogło to wyglądać jakbym nic nie robił, a w rzeczywistości było zupełnie inaczej. Jeździłem po Polsce, zrobiłem 2,083 kalendarza, prowadziłem warsztaty, sam wziąłem udział w jednych, przekonałem się, że z Włochami pracuje się jednak bardzo dobrze, wsparłem na Kickstarterze projekt budowy podobno najlepszego na świecie filtra polaryzacyjnego, zepsułem kartę graficzną, przeszedłem z Aperture na Capture One, nakręciłem mój pierwszy film poklatkowy, przekonałem się, że Retina to nie zawsze dobra rzecz, wpadłem na jeden rewelacyjny pomysł, fotografowałem w strefach zagrożenia wybuchem, wykładałem na uniwersytecie, zrobiłem moją stronę ( no, prawie.. ), bylem na Nocy Reklamożerców,  kupiłem kilka nowych zabawek i co najważniejsze, zdążyłem kupić bilety na pierwszy pokaz Gwiezdnych Wojen. O wszystkim tym, albo prawie o wszystkim będę niedługo pisał, bo zamier...

Ludzie dzielą się na tych przed backup'em i tych po backup'ie

Tak mówi mój kumpel Tomek. I ma cholerną rację. Gdyby nie moja przesadna, jak niektórzy sądzą, zapobiegliwość, właśnie waliłbym głową w biurko, a moi sąsiedzi i to nie tylko najbliżsi, słyszeliby wyraźnie co myślę o firmie, która wyprodukowała ten dysk! A tak, podszedłem do tego ze spokojem i jedynie wkurza mnie, że będę musiał poświęcić czas na wysyłanie dysku do serwisu i kupić inny na ten czas. Na razie jeszcze sformatowałem uszkodzony dysk i robię właśnie odzyskiwanie moich bibliotek Aperture. Ale tak czy inaczej nowy dysk muszę kupić. Ten, który padł to Western Digital klasy serwerowej, to już drugi w ciągu ostatnich dwóch lat! To co mam innego w takim razie kupić? Co polecacie? Mój dzisiejszy spokój zawdzięczam robieniu kopii zapasowych. Regularnemu robieniu kopii :) Mam dwie kopie ( na wszelki wypadek oczywiście ) na osobnych dyskach, które uaktualniane są na bieżąco, czyli zwykle co dwa-trzy dni lub po imporcie nowych zdjęć. Trzecią kopię trzymam w zupełnie innym mi...

Cudowny kalendarz

Właśnie dotarł do mnie kalendarz z moimi fotografiami, który pięknie wydało  Centrum Usług Drukarskich , czyli CUD. Jest 12-stronicowy i ma  niezwykły format 17x100 cm. Własny kalendarz zawsze cieszy :) Projekt zrobił Bronek Józefiok, z którym współpracuję od dawna. Jego autorstwa jest też logo Fotografii Pro. Kalendarz jest oczywiście po to, by wisieć u kogoś na ścianie. Przygotowuję teraz listę moich współpracowników i klientów, którzy go dostaną. Ale uda mi się też wygospodarować 5 egzemplarzy, które będę mógł rozdać moim Czytelnikom. Jeżeli więc macie na niego ochotę, zostawcie komentarz do tego postu. Jeśli więcej osób będzie chciało go mieć, odbędzie się losowanie. Oczywiście w obecności Komisji Pilnującej By Było Jak Trzeba :)