Przejdź do głównej zawartości

Jedna lampa wystarczy czyli sesja Kingi

Kingę fotografowałem cztery lata temu i do dzisiaj jestem zadowolony z tej sesji. Tatiana, stylistka, twierdzi nawet, że to była jej ulubiona sesja. Parę dni temu zrobiłem sesję Kingi jeszcze raz.
Przygotowałem sobie całe moje światło, Tatiana przywiozła trochę ciekawych sukienek i biżuterii, a Zojka jak zwykle ostatnio ostatnia, weszła i dumnie pokazała swój nowy kuferek z kosmetykami. Eli wystarczyła tylko szczotka i lakier.

Dziewczyny po kolei zajmowały się Kingą, a ja w tym czasie układałem sobie w głowie jak będą wyglądały zdjęcia. I im dłużej myślałem, tym bardziej byłem pewny, że nie potrzebuję tego całego sprzętu jaki przygotowałem. Wystarczyła mi jedna lampa i mała octa 100 cm. Zdjęcia zrobiłem czarno białe, więc kontrastowy charakter światła bardzo mi pasował.

Obiecuję uroczyście, że zdjęcia szybko pojawią się obrobione,  tu na blogu i na mojej stronie, a na razie zobaczcie kilka ujęć z planu.






Komentarze

Mateusz Zahora pisze…
Tak się ostatnio zastanawiałem.
Lampa lampą. Ale otoczenie jest też szalenie ważne.
Przy dobrych warunkach "pokojowych" z jednej lampy oświetlisz modela ze wszystkich stron.
ostatnio bawiłem się w robienie gigantycznego odbijacza w hali z biała ścianą - Lampa za mną (strzela w tył w scianę), model przede mną. Efekty były całkiem niespodziewane.
Może o tym też warto napisać. ;)
Artur Nyk pisze…
Już napisałem kiedyś post na temat takiego świecenia :)

http://arturnyk.blogspot.com/2012/03/mniej-znaczy-wiecej.html
Mateusz Zahora pisze…
Fakt. Czytałem go kiedyś. Zapomniałem, że go popełniłeś.
Artur Nyk pisze…
Sam już czasem zapominam, że o czymś pisałem :)

Popularne posty z tego bloga

Zacznijmy od Volvo czyli wreszcie koniec

Już dawno nie miałem tak intensywnego okresu w pracy jak te ostatnie kilka miesięcy. Patrząc co się działo na blogu to,  mogło to wyglądać jakbym nic nie robił, a w rzeczywistości było zupełnie inaczej. Jeździłem po Polsce, zrobiłem 2,083 kalendarza, prowadziłem warsztaty, sam wziąłem udział w jednych, przekonałem się, że z Włochami pracuje się jednak bardzo dobrze, wsparłem na Kickstarterze projekt budowy podobno najlepszego na świecie filtra polaryzacyjnego, zepsułem kartę graficzną, przeszedłem z Aperture na Capture One, nakręciłem mój pierwszy film poklatkowy, przekonałem się, że Retina to nie zawsze dobra rzecz, wpadłem na jeden rewelacyjny pomysł, fotografowałem w strefach zagrożenia wybuchem, wykładałem na uniwersytecie, zrobiłem moją stronę ( no, prawie.. ), bylem na Nocy Reklamożerców,  kupiłem kilka nowych zabawek i co najważniejsze, zdążyłem kupić bilety na pierwszy pokaz Gwiezdnych Wojen. O wszystkim tym, albo prawie o wszystkim będę niedługo pisał, bo zamier...

Kalendarz Ascomp 2016

Lubię wyzwania. Gdy dowiedziałem się, że klientowi zależy, by zdjęcia do nowego kalendarza zrobić w tym samym miejscu co ostatnio, pomyślałem sobie, że lekko nie będzie. Już za pierwszym razem, sesja tam bardzo trudna, a teraz na dodatek musiałem podnieść sobie poprzeczkę, bo nowy kalendarz nie mógł być podobny do poprzedniego. Miejscem tym bowiem, znowu miała być serwerownia. Nie wiem ilu z was miało okazję zwiedzić serwerownie, ale zakładam, że raczej nie jest to powszechne doświadczenie. Tym, którzy nie mieli tego szczęścia, by zobaczyć serwerowni od środka, postaram się trochę przybliżyć warunki w jakich pracowaliśmy. Wyobraźcie sobie budynek strzeżony jak twierdza. Wysokie płoty, strażnicy, alarmy, wszystkie drzwi z zamkami, śluzy, setki kamer itd. Pomieszczenia z serwerami mają tylko wąskie korytarze pomiędzy szafami. Gdy czasem zdarzyło się, że były to korytarze o szerokości dwóch metrów, to miałem powód do świętowania. W korytarzach na zmianę wieje, albo bardzo zimne, albo...

Widziałem "Gwiezdne Wojny - Przebudzenie mocy" czyli recenzja na gorąco bez spojlera

Nazywam się Artur Nyk i jestem fanem Gwiezdnych Wojen. Dziesięć minut temu wróciłem do domu i wiem, że teraz nie zasnę, więc lepiej opiszę moje wrażenia. Pamiętam moje pierwsze spotkanie z Gwiezdnymi Wojnami. Rok 1979, kwiecień lub maj. Dostać bilety na film to był wielki wyczyn. W końcu mojemu ojcu udało się to dniu, gdy Polacy grali jakiś ważny mecz. Wrażenie było kolosalne. Wtedy ten film wyprzedzał wszystko inne o lata świetlne. A ja na dodatek widziałem go, na chyba największym ekranie w Polsce, w kinie w katowickim Spodku. Wyobraźcie sobie salę kinową na 4500 osób !!!! A na gigantycznym ekranie (29x15 m ) widzicie przelatujący niszczyciel Imperium. To było coś! Choć ja najbardziej zapamiętałem scenę, gdy Lea, Luke, Chewie i Han Solo próbują się wydostać ze zgniatarki śmieci. Zapamiętałem tą scenę może dlatego, że akurat wtedy wróciłem z …wc. I dzisiaj znowu poczułem się jak wtedy. Jakbym miał znów 10 lat. Widzę żółte napisy przesuwające się na rozgwieżdżonym tle. I zno...