Wszystko proste czyli nieobiektywny micro test głowicy Manfrotto 410

Nadchodzi kiedyś taki moment, kiedy to co dobre, zastępujemy tym co lepsze. 

Prosto z aparatu i proste wszystko jak trzeba


Mój statyw Manfrotto pamięta czasy, gdy aby uzyskać naprawdę dobrą jakość zdjęcia, robiłem slajdy w formacie 4x5". Miałem wtedy wielkoformatowy aparat Cambo, ciężki, wielki i potwornie wolny w obsłudze. Aby to wszystko w miarę stabilnie się trzymało, musiałem kupić wielki i ciężki statyw. Padło na 075. Do tego najpierw kupiłem głowicę 029, ale dosyć szybko wymieniłem na stabilniejszą i bardziej precyzyjną 229. 
Tą ostatnią używałem prawie do dzisiaj. Była niezawodna, wytrzymała, ale zawsze przeszkadzało mi, że wajchy głowicy były bardzo długie. Oczywiście można było powiesić na nich dużo rzeczy, ale niezbyt wygodnie patrzyło się przez wizjer. Czasem musiałem wykonywać dziwne wygibasy, by zerknąć przez niego, a i tak jedna z wajch, wpijała mi się żebra :)

Statyw i wieszak w jednym


Innym problem, była precyzja ustawień głowicy. Znakomicie sprawdzała się przy zdjęciach ludzi w studio, bo mogłem szybko zmieniać kadr, ale gdy fotografowałem np. architekturę, to zrobienie drobnej korekty było trudne.
W końcu mimo, że przywiązałem się do tej głowicy, pod wpływem chwili i namową znajomego, kupiłem nową. Zębatą  410.
Fot. Manfrotto

Mogę teraz odkrywać jej blaski i cienie. Najpierw było trochę narzekania. Głowica jest mała i lekka, to super. Ale ma też małe pokrętła, a to już nie do końca jest takie super, bo w pewnych momentach, pokrętła chodzą trochę za ciężko. Jeszcze gorsze są pierścienie szybkiego obrotu. Wymagają jeszcze większej siły i mają ostre krawędzie. Może ja za wymagający jestem, ale mam wrażenie, że w momencie gdy Włosi projektowali te pierścienie, to był jakiś ważny mecz i narysowali je gapiąc się na telewizor.

Na tym jednak prawie kończą się wady. No może jeszcze tylko brak poziomicy gdy fotografujemy w pionie. Poza tym, gdy zaakceptujemy, że obsługa głowicy zastąpi nam ćwiczenia na siłowni, to reszta będzie nas już tylko cieszyć.
Przede wszystkim nic nie ogranicza dostępu do aparatu. Głowica ma kompaktowe wymiary i to jest bardzo wygodne. Natomiast największą zaletą jest precyzja w ustawianiu kadru. Dzisiaj gdy fotografowałem piękne wnętrza, wreszcie nie miałem problemu z ustawieniem aparatu idealnie równo.
Zdjęcie wnętrza, które widzicie u góry, jest jeszcze przed obróbką i bez żadnej korekcji obiektywu czy perspektywy. Używając Live View, błyskawicznie można zapanować na pionowymi i poziomymi liniami. Całkiem spore obrócenie pokrętła, powoduje bowiem minimalny tylko obrót głowicy. Dzięki temu precyzja ruchu jest duża. Dokładnie coś takiego było mi trzeba.

Wiem już na 100%, że do fotografowania martwych natur, architektury czy samochodów, głowica jest idealna. Jak sprawdzi się przy fotografowaniu ludzi, dowiem się za kilka dni i postaram się dopisać tu moje wrażenia.

Jeszcze jedno pytanie, które pewnie ktoś zada. A dlaczego 410, a nie 405, która jest jeszcze bardziej precyzyjna, a przy tym ma lepszą ergonomię? Mój znajomy, który korzystał kilka lat z 405, fotografując tylko architekturę, używa teraz 410 i twierdzi, że ta jest wystarczająco dobra.  A  przy tym mniejsza, lżejsza i... znacznie, znacznie, bo dwukrotnie tańsza. Po intensywnym użytkowaniu jednej i drugiej, stwierdził, że nie widzi istotnej różnicy.
Jak mówi pewne telewizyjne przysłowie: skoro nie widać różnicy, to po co przepłacać?






Etykiety: