Ajfonowo City

Wyjechałem dzisiaj z Katowic, bo skoro paliwo takie tanie, to warto nie tylko pojechać na frytki do Częstochowy ale nawet i dalej by zjeść coś dobrego. To coś dobrego to było tagliatelle z sosem bolognese, czymś tam jeszcze  i chianti. To ostatnie najbardziej mnie skusiło i jak możecie się domyślać w ogóle go nie wyczułem.
Zresztą bardziej mnie zajęło obserwowanie ludzi. Dziewczyna przy stoliku obok miała dwa iphony, kobieta z przodu tylko jednego ale za to wielkiego. Facet na lewo też, ten prawo tak samo. Gdzie nie popatrzyłem, same iphony. Aż dziw, że na bramce nie stał goryl, który sprawdzał czy mamy iphony.

Do tej pory tylko w Londynie widziałem tyle jabłek na raz. Ale przecież nie narzekam, wiecie, że je lubię :) A jednak byłem zaskoczony.

Jak myślicie gdzie w Polsce może być takie stężenie iphonów na metr kwadratowy? Trochę podpowiem: Miasteczko …


Ps. Żeby nie było, że piszę tylko o głupotach, jutro robię szkolenie dla lekarzy medycyny estetycznej z fotografii. A niedzielę trzymajcie kciuki za pogodę, bo Bentley Continental czeka na zdjęcia :)

Etykiety: ,