Koniec Świata

Kontynuując z Idolem naszą tradycję wieczorów bułgarskich, postanowiliśmy sprawdzić zasobność katowickich knajp w czeskie piwo. Przy okazji przeprowadziliśmy też wyczerpującą dyskusję, czy po wakacjach w Czechach nie powinniśmy zmienić roboczej nazwy naszych spotkań, ale cóż, tradycja zobowiązuje :) Zresztą, czeski wieczór raczej kojarzy nam się z pustymi ulicami, a nie imprezką. Czesi chyba bardzo szybko idą spać :)

Wbrew naszym obawom czeskie piwo można znaleźć, jak dobrze poszukać. Duży wybór jest (niestety butelkowego, ale zawsze lepiej to niż nic) w Atmo i Kato. Ku mojemu zdziwieniu znalazłem nawet Krusowice, które było dla mnie jednym z lepszych w Czechach.

Nasza katowicka Stodolni :)

Następne zdziwienie przeżyłem, gdy dotarliśmy na Mariacką. Z daleka już słyszałem, że ktoś tam gra, co nie wywołało mojego entuzjazmu, parę razy widziałem tam już jakieś dziwne kapele. Tym razem jednak grał Koniec Świata, jedna z moich ulubionych kapel. Cała Mariacka pulsowała życiem tego wieczoru, może rzeczywiście coś z niej będzie i za rok czy dwa to Czesi będę przyjeżdżać bawić się u  nas, zamiast na Stodolni.

Jeżeli jeszcze Koniec Świata Was nie dopadł to zobaczcie Atomowe Czarne Chmury, pierwszy kawałek jaki ja sam usłyszałem :)

Etykiety: ,