Strefa gastro

Drugi dzień OFFa udowodnił mi jedną rzecz. W rozmowach z ludźmi też to wciąż się pojawiało. Wygląda na to, że spora część albo i większość przyszła na festiwal głównie towarzysko. Tak już przy okazji można iść na jeden czy dwa występy, ale strefa gastro jest najpopularniejszym miejscem.
Fakt, że jest świetnie przygotowana, ma całą masę fajnych zakątków i oczywiście pełną gamę potraw. Rozczarowuje jedynie Grolsch. To dosyć ekskluzywne piwo jest sprzedawane w ekskluzywnej cenie, ale w wersji festiwalowej. Czyli ma kolor piwa i jest zimne. Na tym kończą się zalety. Sytuacja identyczna jak rok temu, choć wtedy można było przynajmniej pić z butelki. Nie spotkałem nikogo, komu by smakowało. Tym sposobem marka wyrabia w ludziach nawyk: gdy w sklepie zobaczysz Grolsch'a, odwróć się i szybko uciekaj.
Niby mało ważny aspekt festiwalu, gdyby nie fakt, że przebywanie ze znajomymi stało się tu ważniejsze od słuchania muzyki.

No właśnie, muzyka. Podobał mi się Gang Of Four. Niby emeryci, a zagrali świetnie, wyrywając mnie z bezruchu i znudzenia. Grały też inne kapele, ale na żadnej nie wytrwałem do końca.

Natomiast znowu robiłem zdjęcia fotografom. W końcu im też się należy zdjęcie :)


Efekt strefy gastro


Fotoreporterzy  nie mogli narzekać na brak motywów do zdjęć


Dzięki ajfonowi zawsze musisz podejść bliżej, by zrobić wąski kadr


Ludzie chwalący Kury

Na festiwalu pojawił się też zamaskowany szpieg z krainy deszczowców

Gang Of Four, punkowo, ale w garniturach i z perfekcyjnym nagłośnieniem

Etykiety: ,