Załapałem się na protest

Miałem dzisiaj przyjemność podróżować drugi raz w tym tygodniu do Warszawy. A tak się złożyło, że związkowcy z całej Polski też postanowili dzisiaj zwiedzić stolicę. Dzięki temu udało mi się bardzo dokładnie poznać przedmieścia Warszawy. Nie ma w tym nic dziwnego, skoro jedzie się metr, a potem stoi minutę.

Gdy już udało mi się dostać do centrum, nawet miałem przyjemność obserwowania grupy związkowców odpoczywających na trawniku. Chyba założę w swojej firmie związek zawodowy fotografów, a właściwie  jednego fotografa. Będę najpierw, jako własny pracownik, protestował przeciw nadmiernemu obrabianiu zdjęć i domagał się zwiększenia wynagrodzenia za pracę w trudnych warunkach, a potem wystąpię w roli własnego szefa i wypowiem się kategorycznie, że trzeba obcinać koszty i oszczędzać.

Jaki będzie to miało sens? Żaden. Ale zawsze będzie można załapać się na wycieczkę do Warszawy :)

Etykiety: