O googlowładzy

Należę może do starego pokolenia z moim podejściem do internetu. Jak mam gdzieś trzymać zdjęcia to na własnym dysku, jak maile to też na własnym komputerze, a nie gdzieś na końcu świata w tajemniczej chmurze.

Dlatego nie korzystam na co dzień z poczty w sieci, bo po prostu nie mam zaufania do takiego rozwiązania. W ciągu ostatniego roku, czyli od czasu, gdy piszę tego bloga, zdarzyło się kilka takich sytuacji, gdy nie miałem dostępu do jego zawartości, bo Google coś tam robiło, czy miało jakieś "przejściowe" problemy. Dlatego każdy post mam też zarchiwizowany na swoim dysku, by w sytuacji, gdy gigant G się na mnie obrazi i uzna, że koniec tego dobrego, to będę mógł przejść na inną platformę i wszystko odtworzyć.

Może myślicie, że przesadzam? To przeczytajcie ten artykuł, którego autor, zwolennik Google, sam zaczyna się bać...

Etykiety: