Czy chodzenie pomaga w rozmowie?

Z moich obserwacji wynika, że zdecydowanie pomaga. Od dłuższego czasu przyglądam się sobie i innym ludziom, w jaki sposób się zachowują w czasie rozmawiania przez komórkę.

Najpierw myślałem, że tak zachowuje się tylko jeden mój kumpel, który uwielbia sprawiać wrażenie wiecznie zajętego. Siedzimy i spokojnie rozmawiamy, ale gdy tylko zadzwoni telefon, to zrywa się z krzesła, chodzi po całym pokoju i mówi: no mów szybko, szybko, bo jestem zajęty.

Potem  zauważyłem u siebie, że ja też lubię chodzić w trakcie rozmowy. Wydeptuję ścieżkę, spacerując tam i z powrotem, choć zupełnie nie wiem, po co. Jednak zdecydowanie lepiej wtedy mi się rozmawia. Może ma to jakiś efekt terapeutyczny? Może rozładowuje emocje? Może pomaga się skoncentrować?
Inny mój znajomy chodzi tym szybciej, im bardziej jest zdenerwowany. Wczoraj chodził szybko, jak błyskawica, więc nawet nie musiałem się pytać jak się mają różne sprawy.

Jest też chyba taka zależność: im ważniejsza rozmowa, tym więcej chodzenia. Gdy dzwoni do mnie ktoś z kolejną fantastyczną ofertą ubezpieczenia, nawet nie pomyślę, by wstać. Ale gdy rozmawiam z ważnym klientem to krążę po całym studio.

Jutro spróbuję przypomnieć sobie, jak rozmawiało się kiedyś przez telefon stacjonarny i nie ruszać się dalej niż na odległość wyimaginowanego kabla. Metr do przodu, metr do tyłu i koniec :)

Etykiety: