Seta we wtorek

O ile oczywiście dobrze liczę. Matma nie była nigdy moją mocną stroną. Ale jeśli się nie mylę to właśnie we wtorek będę po raz setny siedział przed kompem i wymyślał co Wam napisać.
Zawsze mnie interesowało, jak pracują felietoniści, którzy muszą codziennie coś ciekawego opublikować. Jak to robią, że mają tyle tematów, pomysłów dzień w dzień. A tymczasem okazuje się, że to wcale nie jest takie trudne. Tematy pojawiają się same, a gdy jest z nimi wyjątkowo kiepsko, wystarczy napisać o poszukiwaniu tematów. Tak jak ja dzisiaj. Prawda, że proste?

Znacznie gorzej jest ze znalezieniem zdjęć ilustrujących wpis taki, jak dziś, czyli o niczym konkretnym. Moje archiwum to jakieś 100.000 zdjęć, a może i więcej, jakby dobrze poszukać. A to już teoretycznie jest na tyle dużo, że powinienem coś znaleźć. Jednak za każdym razem, gdy szukam, to nigdy nie ma tego, co bym chciał. I w ten sposób mój blog, który miał być z założenia fotograficzny, staje się powoli blogiem niby o fotografii bez fotografii.

Tak czy inaczej setka to zawsze powód do świętowania. Jak będę to robił, jeszcze nie wiem. Może zorganizuję równie udaną imprezkę, jak ta, na której udało mi się być niedawno. Będzie jakaś fajna kapela i pewnie trochę tańca.Wpadniecie?