Warszawa bez korków (prawie)

Kolejny wieczór spędziłem na szukaniu kadrów i nocnych pejzaży. Niby Warszawa jest mocno rozświetlonym miastem, ale gdy chcesz znaleźć konkretny kadr to zawsze się okazuje, że ten konkretny budynek jest ciemny. Adriana, która była wczoraj moim przewodnikiem, wypatrzyła fajny zakątek z widokiem na budynek sądu, coś jeszcze i Pałac Kultury. Niestety to "coś jeszcze" było ciemne. Postaliśmy, ponarzekaliśmy, ale ostatecznie zrobiłem zdjęcie. Schowałem aparat do walizki, poskładałem statyw i wróciliśmy do samochodu. I właśnie w tym momencie to "coś jeszcze" rozświetliło się. Cudownie, wróciliśmy na miejsce, rozłożyłem statyw, wyjąłem aparat, prawie ustawiłem kadr i światła zgasły.... Raczej nie przytoczę tu mojego ówczesnego komentarza.
Jeżdżenie po Warszawie nocą jest zdecydowanie przyjemniejsze, niż w środku tygodnia w czasie szczytu. Tym razem jednak czas, jaki zaoszczędziłem na przejazdach, strawiłem na czekaniu, aż przejedzie wreszcie kilka samochodów i narysuje mi światłem w kadrze to co chcę.
Fotograf zawsze musi na coś narzekać :)

Etykiety: