Mistrzowska sesja

Jako, że w ten tydzień zrobiłem sobie wolne tak, jak zapowiedziałem, to wolno mi było pracować, ile chciałem. Dzisiaj  cały wieczór robiłem sesję dla naszego mistrza fryzur, a nawet dwóch, czyli obu Tomków. Dostałem zadanie zbudowania surowego światła, które miało współgrać ze stylistyką ubrań i fryzur. Bardzo, bardzo chciałem być ambitny i użyć co najmniej dwóch lamp, ale nic z tego. I tak najlepszy efekt był przy jednej lampie.
Jednaj, ale jakiej fajnej. Pożyczyłem od kumpla i testowałem dzisiaj beauty dish Elinchromu.  Kawałek tej czaszy widać na zdjęciu, a jest to tylko malutki kawałek, bo cały garnek ma średnicę 70 cm. Prawdziwy olbrzym, który potrafi zalać ostrym i równym światłem bardzo dużą powierzchnię. To, co mi się w niej podoba, to wymienne deflektory o różnych właściwościach, od złotego, srebrnego, po biały i przezroczysty. Ja jednak zdecydowałem się nie użyć żadnego, aby maksymalnie wyostrzyć światło. Dziwny natomiast jest cień, wygląda, jakby były dwa źródła światła.
Będę medytował na ten temat i może zgłębię tę tajemnicę :) Jak się wyśpię.



Na zdjęciu Tomek Szabelka i fryzura stworzona ręką Tomka Stycznia. Tę rękę nawet widać.

Etykiety: