Niech żyje koniec wakacji!

Koniec lata. I to definitywnie. Dzisiaj się o tym  przekonałem. Koło południa na chwilę wyszedłem przed studio, świeciło słońce, było w miarę ciepło i nagle coś mokrego spadło mi na twarz. Pomyślałem, może ptaszek przeleciał nade mną, różnie się zdarza w końcu. Ale nie, za chwilę spadło więcej kropel. Po minucie zerwała się wielka ulewa, a potem gruchnął ...grad. Prawdziwy, lodowy, hałasujący i zimny. Znaczy paskudny. To przekreśliło moje nadzieje, że jeszcze będzie lato. Może na chwilę zaświeci słońce, może będzie nawet bardzo ciepło, ale trzeba sobie jasno powiedzieć: koniec wakacji.

To trochę smutne. Tyle, że jesień też bardzo lubię :) A ponieważ jeszcze nie zdążyłem w tym roku pojechać na wakacje, oznacza to, że pewnie wyjadę jesienią. A to oznacza, że gdy wszyscy będą pracować, ja będę leniuchował :)